Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Brzyski  7 listopada 2013

Brzyski: Na Idę wybierzmy się obowiązkowo

Bartosz Brzyski  7 listopada 2013
przeczytanie zajmie 2 min
Brzyski: Na Idę wybierzmy się obowiązkowo materiały promocyjne filmu, fb

Czy we współczesnym kinie jest jeszcze miejsce na czarno-białe filmy, realizowane w formacie 4:3? Ida Pawła Pawlikowskiego udowadnia, że taka nisza jest po prostu niezbędna.

Na ekranach kin możemy obecnie oglądać jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Pomimo tego, że w programach kin studyjnych i w multipleksach można znaleźć sporo ciekawych propozycji, to właśnie na Idę powinniśmy się wybrać obowiązkowo. W tym wypadku wcale nie musi nami kierować chęć wspierania rodzimej kinematografii, a zwykły fakt, że to obraz o poziomie kunsztu dawno w polskim filmie nieobecnym.

Fabuła opowieści jest pozornie prosta. Akcja filmu rozgrywa się w roku 1962 w Polsce. Tytułowa Ida, postulantka w katolickim zakonie, zostaje zobowiązana do poinformowania ostatniej żyjącej krewnej – ciotki Wandy – o wstąpieniu do klasztoru. Dziewczyna spędziła całe dotychczasowe życie w sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne. Priorytet stanowi dla niej poznanie historii rodziny i dowiedzenie się czegoś o własnej przeszłości. Wyznanie przez ciotkę, że przyszła zakonnica jest Żydówką, splecie losy obu kobiet, a zgłębianie rodzinnej przeszłości sprawi, że zostaną zmuszone do odpowiedzenia na pytanie – kim naprawdę są.

Wiele było w ostatnim czasie prób przedstawienia skomplikowanej wojennej i powojennej historii Polski – wystarczy wspomnieć takie głośne tytuły jak Pokłosie, Obławę czy Różę. Wzbudzały one różne, często skrajne emocje i były szeroko komentowane. Pawlikowskiemu udało się jednak najlepiej uciec od wartościowania bohaterów, a przez to od oceny historii i jej uczestników. Jedynie do widza należy krytyka byłej działaczki komunistycznej, jaką jest Wanda. Czy była nią z powodu wiary w idee, czy z powodu czerpanych korzyści? Czy każdego działacza należy oceniać podług jego teczki znalezionej w archiwach, czy może należy wziąć pod uwagę również jego motywację? Czy Ida zamierza zostać zakonnicą ze względu na trudną przeszłość, od której chce uciec, czy powoduje nią rzeczywista, głęboka wiara? Co stało się z rodziną kobiety i kto za to odpowiada – jak powinni zostać przez nas osądzeni? Jaką powinniśmy zastosować kategorię do okupacyjnej rzeczywistości? Wraz z rozwojem fabuły postacie okazują się coraz bardziej złożone, a rzeczywistość coraz mroczniejsza. Właśnie w tym elemencie – sposobie przedstawiania historii żydowskiej rodziny – istnieje największa wartość filmu.

Czarno-biały obraz rewelacyjnie oddaje szarość głębokiego PRL, a dzięki formatowi 4:3 film tylko zyskuje. Nie jest to bowiem zabieg pro forma, ale część wizji reżysera. Świadczą o tym m.in. bardzo statyczne i bliskie kadry. Skupiają się one głównie na dwóch postaciach: Idy w wykonaniu enigmatycznej Agaty Trzebuchowskiej, która mimo bycia katalizatorem filmowych wydarzeń pozostaje w cieniu Agaty Kuleszy, czyli Wandy. Jej rola zapada głęboko w pamięć: brawurowo zagrana postać o niezwykle silnej osobowości kontrastuje z subtelną i introwertyczną Idą. Mimo to niejednoznaczne pozostaje, która z nich w rzeczywistości dysponuje większą siłą woli, aby zmierzyć się z mroczną przyszłością oraz z samą sobą.

Nie mam wątpliwości, że finezyjny sposób, w jaki zrealizowany jest ten film, powinien być przykładem dla kolejnych twórców. Może kluczem do odpowiedniego przedstawienia historii nie jest jej bezpośredni opis, ale jak w Idzie ukazanie konkretnych postaci na jej tle? Nie mam wątpliwości, dlaczego to właśnie ten film otrzymał Złotego Lwa na festiwalu w Gdyni, a Agata Kulesza została nagrodzonaza pierwszoplanową rolę kobiecą. Ten film stanowi nową jakość, zostając bezsprzecznie najważniejszym polskim filmem tego roku.