Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  26 października 2013

Wójcik: Gintrowski aktualny jak nigdy wcześniej

Piotr Wójcik  26 października 2013
przeczytanie zajmie 7 min
Wójcik: Gintrowski aktualny jak nigdy wcześniej wikimedia, CC

Niewątpliwie Przemysław Gintrowski był jednym z najwybitniejszych polskich wokalistów. Paradoksalnie jednak stał się w obecnych czasach jednym z najbardziej niedocenianych. Niezwykle charyzmatyczny głos, znakomite aranżacje i bardzo celny dobór tekstów powodowały, że jego pieśni były znakomitym środkiem przeciwbólowym na czasy późnego PRL i początków transformacji ustrojowej. Zupełnie niezrozumiałym jest więc to, że we współczesnych czasach jego utwory są coraz bardziej zapominane. Przecież dopiero teraz nabierają właściwego sensu.

W ostatnim czasie zwolennicy patriotycznych treści w muzyce nie muszą specjalnie narzekać, gdyż rodzimi artyści nagle odkrywają jeden po drugim potencjał, jaki drzemie w umiłowaniu ojczyzny. O ile płyta krakowskiego rapera Tadka „Niewygodna prawda” niezbyt zaskakuje, gdyż polska scena hiphopowa generalnie charakteryzuje się znacznym przechyłem w prawo (co jest gdzie indziej bardzo rzadko spotykane), o tyle dwie płyty Darka Malejonka są sporym zaskoczeniem. W jego projekty „Morowe panny” i „Panny wyklęte” zaangażowało się wiele młodych wokalistek (Marcelina, Ania Brachaczek, Lilu), także takich, które wcześniej niespecjalnie były kojarzone z patriotycznymi uniesieniami. Należałoby powiedzieć – serce rośnie. Niestety, co charakterystyczne, wymienione projekty odnoszą się do wydarzeń historycznych; głównie do Żołnierzy Wyklętych, na których w ostatnim czasie zapanowała swego rodzaju moda. W polskiej muzyce wciąż brakuje próby poważnej analizy współczesnej rzeczywistości w duchu patriotycznym. Na szczęście tutaj kłania się Przemysław Gintrowski, którego dzieła nie tyle przetrwały próbę czasu, co dopiero teraz pokazują swą prawdziwą wartość.

Osły i ludzie”, czyli o integracji europejskiej – muzyka: P. Gintrowski, tekst: J. Kaczmarski

Napisany w czasach PRL tekst Jacka Kaczmarskiego celnie, jak mało który, opisuje nie tylko integrację europejską, przez wielu obserwatorów uznawaną za neokolonizację państw naszego regionu (i nie tylko), lecz także odgórne cywilizowanie społeczeństw w ogóle. To przymusowe oświecanie „zacofanych mas” w wersji islamskiej pięknie opisał noblista Orhan Pamuk w swej powieści „Śnieg”. Polskim odpowiednikiem tego dzieła jest właśnie utwór „Osły i ludzie”.

Dosiadł mnie osioł okrakiem
I rykiem obwieścił donośnym
Że na wierzchowcu takim
Będzie jeźdźcem wolności
Wbił mi w żebra ostrogi
Wepchnął do ust kostkę cukru
Chwostem tnąc w poprzek nogi
Zmusił bez trudu do truchtu

Jak widać, tytułowymi osłami są nie tylko zachodni przywódcy i liderzy, łaskawie wyciągający rękę do tkwiących w średniowieczu narodów Europy Środkowo-Wschodniej, a w istocie wpychający im „do ust kostkę cukru” w postaci funduszy UE. Są nimi także lokalni „jeźdźcy wolności” – owładnięci misją unowocześniania ciemnych rodaków członkowie narodowych elit. Kolejne wersy równie celnie ukazują istotę całej sytuacji, czyli uchwalanie kolejnych, czasem idiotycznych przepisów, które następnie nowi członkowie wspólnoty muszą karnie implementować do swojego prawodawstwa i są z tego rozliczani często bardziej rygorystycznie niż starzy. Oczywiście towarzyszy temu chór pochwalny tabunów oświeconych lokalnych Europejczyków.

Zaduch ośli mnie dusi
Jestem kloaką jeźdźca
Bo co spod ogona wypuści
Na moich gromadzi się plecach
Małpy śpiewają mu pieśni
I łaską zwą co jest musem
On ryczy nad uchem: nie śpij!
I już nie truchtem już kłusem

Sytuacja nabiera rozpędu. Europejska nowomowa zastępuje zwykłe słowa („nikt już nie mówi po ludzku, śmiechem i rykiem się chwalą”), na szczęście nie jesteśmy wciąż we wspólnotowej awangardzie („mija nas inny wierzchowiec”). Podmiot liryczny w pewnym momencie stać jednak na bunt i sprzeciw wobec nieludzkiej ideologii postępu. Czy my na to również się zdobędziemy?

Pędzę na zgiętych kolanach
Więcej niż znieść mogę znoszę
Aż świta myśl niesłychana
I ludzką głowę podnoszę
To nic że ostrogi bodą
Szpicruta nad uchem gra!
To jeździec stworzony pod siodło
I jeźdźca dosiąść się da!

Barbarzyńcy”, czyli o azjatyckiej ekspansji – muzyka: P. Gintrowski, słowa; J. Czech

Piosenki Gintrowskiego w powszechnym odczuciu najbardziej kojarzone są z tekstami Herberta i Kaczmarskiego, jednak według mnie słowa do najlepszych z nich napisał Jerzy Czech. Przykładem takiego utworu są „Barbarzyńcy”, okraszeni pełnym pasji wokalem bohatera niniejszego tekstu. Pochodząca z wydanego w 1991 roku albumu „Kamienie” pieśń pokazuje niebezpieczeństwo ekspansji społeczeństw azjatyckich, coraz szybciej goniących tzw. Zachód. I należy to odczytywać nie tylko w stosunku do Chin czy Indii, lecz także Rosji, która przecież w dużej mierze także jest imperium azjatyckim, nie tylko w sensie geograficznym. Niewątpliwie przekaz można też stosować w kontekście problemu islamizacji Europy.

Idą barbarzyńcy, idą barbarzyńcy
Ich smród zatruje miasta całej Europy
Idą barbarzyńcy, idą barbarzyńcy
Rozgrabią Rzym ich łapska, roztratują stopy

Czech, metaforycznie nawiązując do upadku Imperium Rzymskiego, ukazuje konieczność znalezienia przez Europę nowego impulsu rozwojowego. Niestety takiego impulsu na horyzoncie nie widać, gdyż Wspólnota trawi swą energię i czas na problemy, które nie stanowią obecnie prawdziwej istoty rywalizacji międzynarodowej, a są jedynie emanacją dominacji postępowych środowisk w europejskim dyskursie.

A w Rzymie nie chcą wiedzieć, który z nich się zbliża
Ospałej myśli nic już nie porwie do buntu
Wiec trawią dni i noce na biustach kurtyzan
Lub piszą podręczniki miłosnego kunsztu

W przeciwieństwie do „Osłów i ludzi” tutaj podmiot liryczny nie kończy pozytywnym akcentem, wręcz przeciwnie – jedynym rozwiązaniem jawi się tu odwrócenie wzroku od „zhańbionej ziemi”.

Margrabia Wielopolski”, czyli o Lechu Kaczyńskim – muzyka: P. Gintrowski, słowa: J. Czech

Pan, margrabio, nie myślisz na rozkaz
Więc u cara toś już podejrzany –
Nie uwierzy Petersburg ani Moskwa
Polakowi, co własne ma plany

Być może w niektórych środowiskach porównanie śp. Lecha Kaczyńskiego do kontrowersyjnej postaci Aleksandra Wielopolskiego wyda się bardzo obrazoburcze, jednak podobieństwo to w tekście Jerzego Czecha widać wyraźnie. Mający swoją wizję prezydent Rzeczpospolitej był nie do przyjęcia nie tylko dla sąsiada ze wschodu, lecz także dla wielu rodaków. W podobnej sytuacji znalazł się hrabia. Te relacje, być może w zbyt drastycznych słowach, zobrazowane są w następującym fragmencie.

Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Przepaść z lewej i przepaść po prawej
Jeśli z ręki rodaka nie zginie
To z urzędu odejdzie w niesławie

W utworze tym wspaniale można odczytać postać Kaczyńskiego jako osoby trochę z innej bajki, próbującej prowadzić racjonalną politykę w kraju, w którym o racjonalność mało kto dba. Dzieło Czecha i Gintrowskiego niezwykle dosadnie określa pewne cechy naszego narodu, widoczne także we współczesnych czasach.

Twej pogardy nikt ci nie wybaczy
Myśmy ciemni, zapalni i łzawi
A tyś dumny, tyś z nami nie raczył
W narodowym barszczu się pławić
Po co w twarze logiką nam chlustasz?
Nie czytaliśmy Hegla jaśnie panie
Dla nas Szopen – groch i kapusta
I od czasu do czasu powstanie

Natomiast ostatnia zwrotka jest wręcz profetyczna – utwór pojawił się przecież w 1991 roku na płycie „Kamienie”.

Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Choć niezgrabny i posturę ma dzika
A gdy spadnie, to zyska jedynie
Miano zdrajcy zamiast pomnika.

Potęga smaku”, czyli o mediach mainstreamowych – muzyka: P. Gintrowski, słowa: Z. Herbert

Piękne słowa naszego mistrza poezji, niesłusznie pominiętego przy rozdawaniu literackich Nobli, Zbigniewa Herberta, w wykonaniu Gintrowskiego nabierają jeszcze większej mocy. Gdy odniesie się je do obecnej sytuacji na polskim rynku medialnym, od razu widać ich ponadczasowość. Wszyscy krzywiący się podczas seansu „Faktów” czy „Wiadomości” powinni przynajmniej raz odsłuchać potem „Potęgę smaku”, by zadziałała ona niczym lek na podrażnione odebranym fałszem zmysły. Herbert pokazuje rację piękną, a jednak zbyt często zapominaną – prawda to nie tylko sprawa moralności (choć przede wszystkim), lecz także estetyki (Zaiste estetyka może być pomocna w życiu, nie należy zaniedbywać nauki o pięknie). Każde kłamstwo, choćby ubrane w najpiękniejsze szaty, jest tak naprawdę obrzydliwe. A tę b rzydotę osoba o czystym sumieniu zawsze i wszędzie odczyta. Redaktorzy „Newsweeka” i wszystkich innych niesprawiedliwe szkalujących całe grupy społeczne gazet powinni pamiętać, że prawda prędzej czy później ujawni, że uroda ich kłamstw była zakłamana.

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa

A my nie chcemy uciekać stąd”, czyli o lemingach i moherach – muzyka: P. Gintrowski, słowa: J. Kaczmarski

Chyba najlepsze z dzieł Gintrowskiego. Aranżacja klasycznego utworu Kaczmarskiego, która ukazała się na płycie „Kanapka z człowiekiem”, okraszona jest niezwykle drapieżną muzyką oraz pełnym złości wokalem. Za wykonanie tego utworu brało się wielu znanych wokalistów (m.in. Jacek Wójcicki), lecz żadne wykonanie nie miało tej pasji i siły, co właśnie to Gintrowskiego z roku 2009. Pożar szpitala psychiatrycznego w 1980 był dla Kaczmarskiego tylko pretekstem do napisania magicznych słów nakreślających sytuację w Polsce w tamtych czasach ancien régime. Obrazują one jednak także polską współczesność.

Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dym w korytarzach kręci sznury
Jest głęboka naprawdę czarna noc
Z piwnic płonące uciekają szczury

Powyższe słowa wydają się być może zbyt mocne, ale porównanie kraju, z którego wyjechało już miliony osób, do płonącego domu nie jest chyba wcale przesadzone. Prawdziwym problemem jawi się tu jednak podział społeczeństwa na „fajnych” Polaków i grupę moherowych oszołomów, którzy coraz częściej czują się obcy we własnym państwie. Podmiot liryczny definitywnie identyfikuje się z drugą z grup.

Krzyczę przez okno czoło w szybę wgniatam
Haustem powietrza robię w żarze wyłom
Ten co mnie słyszy ma mnie za wariata
Woła – co jeszcze świrze ci się śniło

Podział ten oczywiście nie dotyczy całości mieszkańców Rzeczpospolitej. Kolejnym ukazanym problemem jest to, że największą grupę stanowią osoby całkowicie bierne, w zasadzie nieświadome swojej sprawczości. I niedopuszczające do siebie przykrej prawdy o kraju, w którym mieszkają.

Lecz większość śpi nadal przez sen się uśmiecha
A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie
Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa
Na rusztach łóżek milczy przerażenie

Całe grupy wykluczonych i wyszydzanych Polaków próbują znaleźć sobie miejsce w rzeczywistości, która jest dla nich coraz bardziej nieprzyjazna. Przygnieceni najpierw neoliberalną transformacją, a teraz postępowymi ideologiami nihilizmu i hedonizmu, stają się coraz bardziej bezradni i przerażeni. W takiej sytuacji stać ich już tylko i wyłącznie na pełen złości krzyk.

Dym coraz gęstszy, obcy ktoś się wdziera
A my wciśnięci w najdalszy sali kąt
Tędy! – wrzeszczy – niech was jasna cholera!
A my nie chcemy uciekać stąd!

Piosenki Przemysława Gintrowskiego są prawdziwą kopalnią niezwykle celnych odniesień do współczesnych czasów. Powyższe przykłady to tylko kilka z nich. Oczywiście olbrzymi wkład wnieśli do nich autorzy tekstów, jednak bez aranżacji i głosu wokalisty na pewno nie byłyby one tym samym, nie uderzałyby z tak wielką mocą. Słuchajmy Gintrowskiego. Jeszcze nie jest za późno.