Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Krzysztof Szczerski, Paweł Grzegorczyk  14 października 2013

Szczerski: Polskę stać na więcej niż HGW

Krzysztof Szczerski, Paweł Grzegorczyk  14 października 2013
przeczytanie zajmie 3 min
Szczerski: Polskę stać na więcej niż HGW facebook

Wczorajsze referendum w Warszawie skończyło się dla organizatorów niepowodzeniem: nie udało się odwołać Hanny Gronkiewicz-Waltz. Powinniśmy traktować wczorajszy wynik jako zwycięstwo pani prezydent czy raczej jako porażkę Prawa i Sprawiedliwości?

Według mnie jest to przede wszystkim porażka Hanny Gronkiewicz-Waltz, która przegrała to referendum w stosunku 5 do 95. Co prawda nie jest ono wiążące, ale stosunek głosów okazał się ogromną porażką, bo nie można się cieszyć z tego, że zwykła absencja zdecydowała o tym, że prezydent nie została pozbawiona stanowiska. Mieszkańcy Warszawy de facto odwołali wczoraj Hannę Gronkiewicz-Waltz.

W 2011 roku PiS w Warszawie zgarnął ponad 277 tys. głosów. We wczorajszym referendum zagłosowało niecałe 200 tys. z tamtych osób. Zatem co się stało z ok. 77 tys. Państwa elektoratu?

Liczby bezwzględne są w tym przypadku bardzo mylące. Sytuacja kampanii wyborczej, w której mamy wielu kandydatów, którzy się wzajemnie mobilizują, jest zupełnie inna niż przy referendum. W trakcie kampanii wyborczych frekwencja jest znacznie większa niż podczas jakiegokolwiek referendum odwoławczego. Podczas wyborów mobilizacja jest inna, tak jak rodzaj wyboru jest inny. W referendum podejmujemy jednowymiarową decyzję, więc motywacja do głosowania ma zupełnie inny charakter. Oczywiście nie ma co ukrywać, że ja też bym wolał, żeby tych głosów przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz było więcej. Nie jest tak, że to już koniec wysiłku i teraz trzeba tylko oczekiwać na wynik wyborów. Nie! To pokazuje, że przed nami jest bardzo dużo pracy.

Czy da się odwołać prezydenta Warszawy, nie wskazując realnego kontrkandydata?

To jest pułapka, która została stworzona przez narrację kampanijną. Referendum było oceną sprawowania władzy przez Hannę Gronkiewicz-Waltz i rozliczeniem jej mandatu jako prezydenta Warszawy. Jestem przeciwny myśleniu o konstruktywnym wotum nieufności, bo nie o to tu chodzi. Nie chodzi o to, żeby zestawić Hanne Gronkiewicz-Waltz z innym kandydatem, lecz o to, żeby ocenić, czy ona była i czy jest dobrym prezydentem. Przy tego typu referendach obywatele są w słabszej pozycji w stosunku do władzy, dlatego, że wszystkie instrumenty oddziaływania są w rękach tego, który broni się przed odwołaniem. System działa przeciwko inicjatywom. Nie chodzi o to, czy można odwołać prezydenta bez kontrkadydata, ale o to, czy można odwołać prezydenta, gdy on się czynnie temu przeciwstawia – a ma ku temu dużo możliwości i instrumentów, żeby po prostu się bronić. To właśnie działo się w Warszawie i wykracza poza wszystkie standardy demokracji.

Oczywiście, ale silny kontrkandydat mógłby skłonić dużą rzeszę warszawiaków do wzięcia udziału w referendum, a zabrakło nawet jednego.

Ja się z tym nie zgadzam – to by zmieniło naturę decyzji. Wtedy można by było powiedzieć, że kontrkadydat przegrał z Gronkiewicz-Waltz, a nie chodzi o to, żeby ich porównywać. Trzeba dać możliwość zmiany złej władzy w trakcie trwania kadencji, a nie dopiero przy wyborach.

Odnieśmy się jeszcze do samych warszawiaków. W mediach, głównie za sprawą polityków opozycji, widoczny był w ostatnich tygodniach obraz Warszawy w katastrofalnym stanie. A może najzwyczajniej w świecie warszawiakom żyje się dobrze? Stąd tak słabe zaangażowanie w referendum.

Uważam, że Warszawa jest miastem straconych szans. Potencjał jest znacznie większy niż to, co się w niej dzieje. To stolica wielkiego państwa europejskiego i ona nie wykorzystuje swoich szans; to nie jest to, czego oczekują sami mieszkańcy. My w Warszawie cieszymy się z osiągnięć, które są standardem na poziomie europejskim. Przecież nie jest wielkim wydarzeniem, że remontuje się lotnisko czy że powstaje druga linia metra. W wielu miastach w Europie codziennością jest przynajmniej kilka linii metra. Warszawa po prostu marnuje swój potencjał przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Natomiast, jeśli chodzi o mobilizację warszawiaków, to jest trochę problem stawiania sobie celów. Można poprzestać na tym, co jest, i można nie oczekiwać czegoś więcej – uważam, że część uznała, że lepiej nie będzie, bo „tutaj jest jak jest, po prostu”. I całe zadanie, które stoi przed politykami, to jest przekonywanie, że nie jest „po prostu”, a że może być inaczej, skuteczniej, wydajniej. Mam nadzieję, że większość ludzi zacznie dostrzegać, że w Polsce drzemie większy potencjał.

Wróćmy jeszcze do kampanii referendalnej. Środowiska kombatanckie mocno krytykowały wykorzystanie symboliki litery „W”. Czy wobec inicjatorów kontrowersyjnego nawiązania do Godziny W powinny zostać wyciągnięte konsekwencję?

Kontrowersyjność akcji „W” została podkręcona przez media jawnie sprzyjające Hannie Gronkiewicz-Waltz. Uważam, że część środowiska może czuć się tym urażona, ale to w głównej mierze przez media, które nadały tej sprawie mocny wydźwięk. Jest to naprawdę rozdmuchane. Natomiast prawdą jest, że po każdym tego typu wyniku – jak obecny, który nie spełnił naszych nadziei – należy dokonać oceny tego, w którym miejscu wystąpiły braki czy co można było zrobić lepiej, żeby następny wynik był taki, jakiego oczekujemy. Oczywiście taka ocena będzie dokonana. Nie chodzi natomiast o karanie za konkretną rzecz – afera z akcją „W”, jak już powiedziałem, w dużej mierze została wywołana nie przez jej autorów, a stronniczych obserwatorów.  

Rozmawiał Paweł Grzegorczyk