Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartłomiej Orzeł  8 października 2013

Orzeł: Technikum potrzebuje liftingu

Bartłomiej Orzeł  8 października 2013
przeczytanie zajmie 2 min
Orzeł: Technikum potrzebuje liftingu wikimedia commons

Powiedzmy sobie szczerze, naszym problemem nie jest zbyt wielu studentów, a zbyt mało uczniów technikum. Moim zdaniem winne są mentalność oraz brak ciekawych kierunków w szkołach średnich- pisze Bartłomiej Orzeł.

O ile pierwszego czynnika nie da się zmienić tak łatwo, tak z drugim przy odrobinie chęci i nieszablonowego myślenia da się walczyć. Sam pochodzę z miasta średniej wielkości, gdzie lista  możliwych zawodów technicznych jest dość standardowa: gastronom, informatyk czy budowlaniec. Gdzie więc ma znaleźć swoje miejsce w życiu zawodowym młody człowiek kończący gimnazjum, a który nie chce całe życie stukać w klawiaturę albo gotować?

Większość powie- są szkoły policealne, można skończyć liceum, a później swoje kroki skierować właśnie tam. Śmiem jednak twierdzić, że 60-70% idących do szkoły średniej z takim postanowieniem wyląduje na studiach- nie zechce poświęcić dodatkowego roku, ale przede wszystkim zauważy, że ma szansę spróbować swoich sił na wychowaniu fizycznym lub pedagogice w miejscowym PWSZ.

Moim zdaniem jedyną szansą na uratowanie szkolnictwa technicznego w Polsce jest partnerstwo publiczno-prywatne i to zarówno na płaszczyźnie tworzenia szkół od postaw, jak i współpracy przy tworzeniu klas. Pierwsza kwestia jest zasadniczo znana i wałkowana od wielu lat- szkoły sponsorowane przez zakłady pracy wracają do łask, więc przejdę nad tym tematem do porządku dziennego.

Drugi pomysł jest jednak czymś z czym do tej pory się nie spotkałem- stworzenie klasy w systemie PPP. Abstrahując od obecnych obwarowań prawnych, czy nie jest dobrym pomysłem zebranie w szkole państwowej grupki trzydziestu osób, które realizują tam  program przygotowujący do matury, a następnie udają się do prywatnej szkoły policealnej ucząc się do egzaminu zawodowego? Pozwoliłoby to na kształcenie nawet jednej czy dwóch osób w danej specjalizacji, gdyż zajęcia np. na kierunku organizacja reklamy tak czy tak się odbywają ze słuchaczami, którzy zapisali się niezależnie. Obecną wysokość subwencji oświatowej na ucznia rozbiłoby się wówczas odpowiednio pomiędzy dwie placówki. Dzięki temu tego typu edukacja byłaby w założeniu zupełnie darmowa. Nawet w mniejszym mieście udałoby się w ten sposób urozmaicić ofertę zawodową i kształcić nawet pojedynczych fototechników czy optyków, a więc pozostawić więcej przestrzeni na samoregulację podaży i popytu na rynku pracy.

Moim zdaniem byłoby to, wraz z ewentualnym bonem edukacyjnym, idealne uzupełnienie ustawy deregulacyjnej, którą realizuje rząd. Niestety, na horyzoncie nie widać nikogo kto chciałby się przebić przez lobby nauczycielskie (ograniczenie liczby nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących, na rzecz zawodowych) i problemy prawne, chcąc działać na rzecz uczniów i zmniejszenia kolejek w Urzędach Pracy.