Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Konrad Sarzyński  4 października 2013

Sarzyński: Złoto u Kowalskiego

Konrad Sarzyński  4 października 2013
przeczytanie zajmie 4 min

Choć przeciętny Kowalski nie ma zbyt dużych oszczędności, nie znaczy to, że nie chce ich efektywnie pomnażać. Wciąż jednak pamięta bolesną lekcję ekonomii zaoferowaną przez fundusze inwestycyjne w 2008 roku. Pamięta również boom na lokaty z jednodniową kapitalizacją (omijające „podatek Belki”) i te z oprocentowaniem sięgającym 6, 7 czy nawet 8% w skali roku. Zrażony do funduszy i niezainteresowany niskooprocentowanymi depozytami pyta – co dalej? Niektórzy proponują złoto i srebro.

Przeciętny Polak ma wedle różnych szacunków od 13 do 35 tysięcy złotych oszczędności. To bardzo niewiele, zwłaszcza w perspektywie obecnego systemu emerytalnego. Warto jednak lokować nawet i takie kwoty w miejscach innych niż przysłowiowa skarpeta. Niestety dość nikła wiedza ekonomiczna większości Polaków prowadzi do nieporozumień, czego najwyraźniejszym przykładem jest oprocentowanie lokat bankowych. Część z nas traktuje te wartości jako zysk „na czysto”, nie biorąc pod uwagę „podatku Belki”, o poziomie inflacji już nie wspominając. Dlatego oprocentowanie 10% przy inflacji 9% będzie postrzegane jako atrakcyjniejsze niż 3% przy inflacji 0.5%. I dlatego też od kilku miesięcy obserwujemy rozczarowanie ofertą lokat bankowych. W tym momencie możemy dać się uwieść romantycznej wizji inwestycji w złoto.

Być jak Montezuma

Złoto ma w sobie coś magicznego i hipnotycznego. Bez względu na to, czy jesteśmy zimnym materialistą, czy romantycznym humanistą, trzymając w ręku sztabkę złota, poczujemy dreszczyk emocji. Nie bez znaczenia mogą być również popularne w ostatnim czasie programy dokumentalne o poszukiwaczach złota (na Alasce, w Afryce, na dnie morza) na jednym z kanałów telewizyjnych. Trzymając uncję złota, można popuścić wodze fantazji, że być może to ten sam kruszec, który z takim trudem wydobywali górnicy w najbardziej niedostępnych zakątkach świata. A może to złoto ze skarbca Montezumy? Z kolei srebro oddziałuje na wyobraźnię, gdyż już za stosunkowo niewielkie pieniądze (rzędu 1 tysiąca PLN) możemy stać się właścicielami sporej sztabki, wyglądającej podobnie do tych widywanych w bankowych skarbcach. Warto jednak przed samym zakupem zejść na ziemię i dokładnie wszystko przeliczyć.

Zarówno srebro, jak i złoto bez trudu zakupimy w większości sklepów numizmatycznych, istnieje również kilka firm zajmujących się biciem monet i medali. Oferta jest ogromna – od prostych sztabek po wymyślne monety w niecodziennych kształtach i z jeszcze bardziej niecodziennymi dodatkami (kryształy, bursztyn, diamenty czy nawet fragmenty meteorytu). Również pod względem ilości kruszcu mamy ogromny wybór, w złocie zaczynający się już od 1 grama.

Bogaty ma zawsze łatwiej

Zakup srebra lub złota można porównać do zakupu obcej waluty, przy czym kurs surowca ma bardzo niewiele wspólnego z realną ceną, po której będziemy w stanie go sprzedać lub kupić. Kupując piękną złotą monetę, musimy pamiętać o dodatkowych kosztach zaprojektowania wzoru, wybicia, dystrybucji, magazynowania etc. Również sprzedaż może okazać się sporym rozczarowaniem, zwłaszcza gdy będziemy chcieli ją zrealizować bardzo szybko i zdecydujemy się na skupy złota działające np. przy lombardach.

Przy zakupie zarówno złota, jak i srebra obowiązuje prosta zasada – im więcej, tym taniej. Paradoksalnie więc najgorszym możliwym pomysłem będzie regularne inwestowanie w kruszce. Łatwo to prześledzić na przykładzie zakupu 20 g złota. Kupując 20 mikrosztabek po 1 g, za każdą zapłacimy 3500 zł. Kupując jedną sztabkę o masie 20 g, zapłacimy już tylko 3000 zł. Gdybyśmy zaraz po zakupie postanowili je sprzedać, otrzymalibyśmy kwotę rzędu 2600 zł (lub mniej). Widzimy zatem, że różnice w cenie zakupu są ogromne, a zarobienie na kupnie najmniejszych sztabek czy monet wymaga albo długoletniej inwestycji, albo niesamowitych wzrostów na rynku surowców. Koszty zakupu zwrócą się dopiero przy wzroście cen o ponad 30%.

Należy również pamiętać, że ani złoto, ani srebro nie są inwestycjami idealnymi, a ich ceny nie będą rosnąć nieustannie. Nie jest również pewne, czy w ogóle będą rosnąć – w ciągu ostatniego roku złoto staniało o ponad 25%, a srebro o ponad 37%. Oczywiście można to potraktować jako dobry moment do zakupu, należy być jednak świadomym, że ceny surowców mogą spadać podobnie do cen akcji i w krótkim okresie mogą to być inwestycje generujące straty.

Mój dom jest moim zamkiem

Jeśli jednak planujemy kupno większej ilości kruszcu lub traktujemy to jako lokatę kapitału nawet na kilkadziesiąt lat, cena może nie stanowić problemu. Pojawia się natomiast kwestia magazynowania. O ile posiadanie sztabki czy monety z dowolnego surowca o wartości kilkuset złotych raczej nie wymaga szczególnych zabezpieczeń i zwykła szuflada w biurku wystarczy, o tyle inwestycja rzędu 20-30 tysięcy złotych może już stanowić problem.

Metale szlachetne to idealny łup dla złodzieja – są cenne, a po przetopieniu są nie do zidentyfikowania i mogą być bez trudu sprzedane w ciągu kilku godzin od kradzieży. Istnieją firmy wyspecjalizowane w przechowywaniu złota, można również rozważyć zakup sejfu, jednak w obu przypadkach są to dodatkowe koszty, które powinniśmy uwzględnić w analizie opłacalności.

Czy to w ogóle się uda?

Inwestycja w złoto ma sens, jeśli podejdziemy do niej rozsądnie. Nie może być jednak trzonem planu inwestycyjnego przeciętnego obywatela ze względu na wahania wartości i brak gwarancji zainwestowanego kapitału.

Kupno niewielkich sztabek czy monet może być świetnym pomysłem na prezent, jednak nabycie złota do 10 g czy srebra do 250 g nie powinno być traktowane (ze względu na swoją wysoką cenę) jako realna inwestycja, a jedynie jako zakup kolekcjonerski czy ozdobny.

Ani złoto, ani srebro nie powinny również stanowić więcej niż 10-15% naszego portfela, zwłaszcza jeżeli jest to portfel stosunkowo niewielki i nie posiadamy zbyt dużej rezerwy płynnych aktywów w postaci lokat czy pieniędzy na kontach oszczędnościowych. W innym wypadku inwestycja może nie być tak złotym interesem, jak się wydaje.