Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Dawid Gospodarek  4 października 2013

Gospodarek: Ateiści rzeczywiście są boscy

Dawid Gospodarek  4 października 2013
przeczytanie zajmie 2 min
Gospodarek: Ateiści rzeczywiście są boscy www.wolnoscodreligii.pl

Dorota Frontczak, komentując w liście do portalu wyborcza.pl wypowiedź Doroty Wójcik z fundacji Wolność od Religii, ma rację, wskazując na jej absurdalność i bezzasadność użalania na rzekomy brak świeckości w mainstreamowych mediach, w Sejmie czy przy rodzinnym stole.

Celem tegorocznej kampanii billboardowej tej fundacji pod hasłem „Ateiści są boscy”, jak mówią jej autorzy, jest ocieplenie wizerunku ateistów. Oprócz tego ma oczywiście prowokować do debat i przemyśleń.

Smutny jest dla mnie obraz tak zlaicyzowanej, indyferentnej czy egzotycznie religijnej Warszawy. Żyłem w stolicy rok i nie poznałem jej od tej strony. Nie miałem oporów przed żegnaniem się przy kościołach, przesuwaniem między palcami paciorków różańca etc. Co więcej – miałem szczęście takie zachowania widzieć też u innych. Nigdy i nigdzie nie czułem się wykluczony ze względu na moje wyznanie. Poza pojedynczymi incydentami, nie spotkało mnie z tego powodu nic przykrego ze strony niewierzących.

Pani Frontczak wyciąga pewne wnioski z tego, że istnieją religijne portale randkowe, a ateistyczne nie. Nie czepiając się samego wnioskowania, podzielę się tylko informacją, że wyszukiwarka znalazła mi takie ateistyczne portale. A nawet artykuł, w którym wskazano, iż właśnie osoby deklarujące się jako ateiści mają większe powodzenie niż chrześcijanie, żydzi czy muzułmanie.

Na końcu listu czytamy, że autorka nie wywiesza billboardów promujących jej światopogląd i sugeruje, by wydawać pieniądze przeznaczane na ten cel raczej na jakieś inicjatywy charytatywne. Tu chciałbym tylko zauważyć, że współwyznawcy Pani Frontczak również płacą za różne akcje reklamowe.

Omawiana akcja ateistów mi nie przeszkadza, a nawet bawi mnie odczuwana przez nich potrzeba, by ocieplać swój wizerunek, oraz swoista misyjność ateizmu… niczym jednego z systemów religijnych. Ateiści mają już swoich „apologetów” (np. słynny guru Richard Dawkins), a teraz zabierają się nawet za „nową ateizację”. Proszę bardzo. Dopóki nie prowokują, naruszając wolność i uczucia wierzących, mogą małpować ich metody (w XXI wieku w końcu tak ciężko robić coś oryginalnego…). Chrześcijan takie przedsięwzięcia powinny skłaniać raczej do zatroszczenia o osobisty wzrost w wierze i formację oraz do podjęcia dialogu z – jak widać – czekającymi na niego ateistami. Bo przecież oni też są boscy, stworzeni na obraz jedynego Boga. Pomóżmy im i sobie ten obraz, zatarty przez grzech pierworodny i jego konsekwencje, w pełni ukazać.