Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Wojciech Szczypka  24 września 2013

Szczypka: Keine Experimente! Angela Merkel

Wojciech Szczypka  24 września 2013
przeczytanie zajmie 3 min
Szczypka: Keine Experimente! Angela Merkel IG BCE, CC

Tą parafrazą hasła wyborczego Konrada Adenauera można by podsumować rezultat niedzielnych wyborów w Niemczech. W 1957 wynik wyborczy pozwolił CDU/CSU rządzić samodzielnie – tym razem niewiele do tego zabrakło. Siła chadecji czy słabość innych partii? Warto rzucić okiem na niemiecką scenę polityczną po wyborach.

Chadecja (CDU/CSU, 41,5%) triumfuje. Niemcy udzielili wotum zaufania dla Merkel, która wygrała jako synonim stabilizacji. Uczyniła z wyborów de facto plebiscyt na temat osoby kanclerza, dzięki czemu udało się jej wypunktować największą słabość opozycji: brak wiarygodnych liderów. Dodatkowo zyskała na klęsce bezbarwnego partnera z koalicji (FDP), odbierając mu ok. 2,4 mln wyborców. To podkopanie „urodzonego koalicjanta” może być jednak pyrrusowym zwycięstwem, ponieważ znacząco zmniejsza pole manewru chadecji i skazuje ją na koalicję z jedną z lewicowych partii. Zagraża to utrzymaniu żelaznej reguły chadecji, aby nie dopuszczać do powstania żadnej siły politycznej na prawo od siebie. Wspomnijmy jeszcze, że nowe ugrupowanie, „Alternatywa dla Niemiec” (AfD, 4,7%), opowiadające się za wyjściem Niemiec ze strefy euro, było bliskie wejścia do Bundestagu.

Liberałowie (4,8%) po raz pierwszy znaleźli się poza Bundestagiem i trudno powiedzieć, czy do niego kiedykolwiek powrócą. Wiąże się to z utratą prawie 40% głosów z wyborów z 2009 na rzecz chadeków. Można tu mówić w dużej mierze o zwrocie „pożyczonych głosów” chadecji, ponieważ od wielu lat część chadeckiego elektoratu swój drugi głos oddawała na FDP (w Niemczech pierwszy głos oddaje się na konkretnych kandydatów w okręgach jednomandatowych, a drugi na listę partyjną).  Wielu wyborców bardziej obawiało się tym razem zmarnowania głosu, ze względu na fatalne sondaże FDP, niż wielkiej koalicji z SPD (której zwykle chcieli uniknąć, taktycznie głosując na FDP). Dodatkowo warto zwrócić uwagę na ucieczkę prawicowych liberałów do AfD (ok. 400 tys.), która ostatecznie uzyskała zbliżony do FDP wynik.

Socjaldemokraci (SPD, 25,8%) w niewielkim stopniu poprawili koszmarny wynik z ostatnich wyborów. Wejście do Bundestagu ugrupowania Die Linke od roku 2005 uniemożliwia SPD faktyczną walkę o stanowisko kanclerza, a to wypycha ich z pierwszej ligi. Nie potrafią odnaleźć własnej tożsamości na dość ciasnej lewej stronie, rywalizując z zielonymi i lewicą. Symboliczne było wystawienie jako kandydata na kanclerza dość liberalnego Peera Steinbrücka, który starał się udowadniać swoją lewicowość, co zakończyło się porażką. Największy znak zapytania stoi przy tym, czego nauczyli się socjaldemokraci w ostatniej „wielkiej koalicji” z chadecją, która wydaje się teraz najbardziej prawdopodobną opcją.

Lewica (Die Linke, 8,6%) straciła sporo głosów, ale nadal ma stabilną (jak na młodą partię) pozycję w Bundestagu. Pytanie brzmi, jak długo elektorat tej partii protestu pozostanie jej wierny, kiedy nie posiada ona praktycznie żadnej zdolności koalicyjnej na szczeblu federalnym.  Paradoksalnie jest najlepszym gwarantem rządów chadecji, dezintegrując lewą stronę sceny politycznej.

Zieloni (8,4%) to oprócz FDP największy przegrany wyborów. Mieli szanse przy tkwiącej w rozkroku SPD urosnąć do miana trzeciej partii ludowej. Nie potrafili jednak obronić swoich aspiracji ze względu na słabość przywództwa i „krótką ławkę” (obśmiewana kandydatura na ministra finansów Jürgena Trittina może być tego przykładem) . Dodatkowo trudno im było oczyścić się z często wypominanego zaangażowania na rzecz praw pedofilów, a inicjatywami takimi jak wprowadzenie dnia wegatariańskiego w czwartek trudno wygrać wybory. Nadal jednak zieloni wydają się mieć największy potencjał wzrostowy wśród niemieckich partii.

Analizując wyniki wyborów z 2009 i 2013, można zauważyć, że kolacja z chadecją pod rządami Merkel jest zabójcza dla koalicjantów: poparcie SPD spadło wtedy z 34,2% do 23%, teraz FDP z 14,6% do 4,8%. Wiąże się to z zachowawczą taktyką Merkel („Aussitzen”), która pozwala neutralizować większość inicjatyw koalicjanta lub wyprzedzać je własnymi. Wszystko wskazuje, że to SPD powróci do „toksycznego związku”, co będzie oznaczało szansę dla zielonych w kolejnych wyborach. Może wtedy, jeśli kryzys gospodarczy w Europie minie lub się znacząco pogłębi, Niemcy mogą mieć więcej chęci na wyborcze eksperymenty.