Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Kowal  24 września 2013

Kowal: Tusk nie ma szans w Brukseli

Paweł Kowal  24 września 2013
przeczytanie zajmie 3 min
Kowal: Tusk nie ma szans w Brukseli Gerry Balding, CC

Donald Tusk ciąży Platformie. W ostatnim czasie słyszymy pogłoski na temat ewentualnego objęcia fotela prezesa Rady Ministrów przez Jerzego Buzka oraz szeregu roszad kadrowych na linii Warszawa-Bruksela. Czy jest to szansa na utrzymanie władzy przez obóz PO?

Z pewnością Jerzy Buzek był ostatnim premierem RP, który wprowadzał reformy, czyli robił to, czego Polska dziś tak bardzo potrzebuje. Można nie zgadzać się z kierunkiem zmian, np. w oświacie, jednak nie ulega wątpliwości, że polityk pokroju Buzka na stanowisku prezesa RM bardzo by się przydał. Polityk, który nie będzie koncentrował się na popularności i będzie gotów podejmować odważne wyzwania, zmierzające do wprowadzenia Polski do najwyższej światowej ligi. W perspektywie wyborów europejskich, PO znajduje się w specyficznej sytuacji. Ostatnia kadencja Parlamentu Europejskiego od strony personalnej i od strony wpływu na instytucje nie była zła. Stanowiska przewodniczącego Parlamentu, kwestorów oraz właściwie cała polityka wschodnia były w rękach Polaków. Myślę tu o Jacku Protasiewiczu czy o mojej skromnej osobie jako kierujących komisjami parlamentarnymi do spraw współpracy z Ukrainą i Białorusią. Dużą rolę odegrali również Ryszard Legutko czy Tomasz Poręba jako sprawozdawcy parlamentu do spraw Ukrainy, Gruzji i Armenii. Jeśli dodać do tego negocjacje budżetowe, to Polska z pewnością była widoczna.

Natomiast  prawdziwym wyzwaniem na eurowybory nie będzie dyskusja na poziomie personalnym, nawet nie dyskusja o polityce zewnętrznej Unii, ale dyskusja o naszej roli wewnątrz UE. Tutaj Platforma wypada bardzo słabo. Polska została wykluczona z procesu decyzyjnego. Wystąpienie Sikorskiego w Berlinie na temat reformy Unii nie było kontynuowane. Uważałem wówczas, że jego największą zaletą jest to, że Polska w ogóle wypowiada się w tych sprawach. Oczywistym jest, że należałoby to kontynuować. Tego zabrakło. Nie uczestniczymy aktywnie w formułowaniu polityki wspólnotowej, zarówno od strony merytorycznej, jak i instytucjonalnej. W tej materii Polska abdykowała, a właśnie tu znajduje się  kluczowe pole działania. Z całą pewnością będę krytykował Platformę za to, że nie ma wizji, jak wykorzystać środki na walkę z bezrobociem w Europie, że nie ma wizji na zmiany administracyjne, że nie ma wizji, jak zapewnić bezpieczeństwo w dobie słabnącego NATO. Te tematy zostały zarzucone, Polska przestała już być dla kogokolwiek partnerem do poważnej rozmowy.

Dla przeciętnego wyborcy w Polsce sprawy toczące się w odległej Brukseli bywają niezrozumiałe i bagatelizowane. Czy można liczyć, że zaniechania Platformy w jakikolwiek sposób zostaną dostrzeżone i partia zostanie ukarana za bierność i pasywność, czy może okaże się, że wyborcy obdarzą zaufaniem partię proeuropejską, za jaką uważa się PO, i wielu mniej lub bardziej skompromitowanych posłów PO znajdzie bezpieczną przystań w Parlamencie Europejskim?

Myślę, że popularne wśród polityków podejście, że posady w PE są dobrze płatnymi wczasami, jest dość anachroniczne. Dezawuowanie roli Parlamentu jest właśnie typową postawą antyeuropejską. To jest brak zrozumienia procesów, jakie zachodzą w Europie. W PE powinni znaleźć się kompetentni, zawodowi politycy. To nie jest miejsce dla ekspertów w rozumieniu akademickim. Tu, w Brukseli, europosłowie odnajdują się tylko, jeśli politykują, jeśli osiągają cele. Eksperci powinni jedynie wspierać doświadczonych polityków, dla których jest tu wiele miejsca. Do sukcesu w Brukseli niezbędna jest nie tylko merytoryka, ale przede wszystkim znajomość tajników i realiów politycznych. Pamiętajmy, że polityka tutaj jest nieco inna od tej nad Wisłą. Opiera się na sztuce kompromisu, na kulturze ucierania stanowisk. PO, bagatelizując te wybory, wysyła jasny sygnał, że tak naprawdę nie jest partią europejską, ponieważ ignoruje największy demokratyczny organ w UE. Bardzo martwią mnie te deklaracje. Myślę, że wyborcy będą oceniali mimo wszystko działania PO na poziomie krajowym. Cena, którą PO zapłaci, będzie głównie pokłosiem braku reform w kraju. Jednocześnie  nie dajmy sobie wmówić, że ludzie nic nie rozumieją z tego, co tu się dzieje. Doskonale zdają sobie sprawę na przykład, że nie jesteśmy w stanie rzetelnie dopilnować kwestii gazu łupkowego. Polacy dobrze rozumieją, że to ważne. Polacy wiedzą, że tu decyduje się o wielu kwestiach gospodarczych, które bezpośrednio dotykają ich życia. Nie wmawiajmy Polakom, że w Brukseli nic się nie dzieje. Wiele problemów krajowych ma bezpośrednie odzwierciedlenie w polityce unijnej.

Czy Pana zdaniem Donald Tusk, który prawdopodobnie nie zostanie w 2015 r. premierem na następną kadencję, ma szansę odnaleźć się w Brukseli i obejmując poważne stanowisko kontynuować polityczną karierę?

Dziś taka opcja jest już bardzo odległa. Jeszcze przed wakacjami sądziłem, że gdyby PO odrodziła się, Tusk wróciłby do tematu objęcia stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej, zastępując José Manuela Barosso. To temat nieaktualny z prostej przyczyny – premier Tusk ma w kraju bardzo słabą pozycję. A to, wbrew pozorom, się liczy w rozgrywce politycznej w Europie. Dziś jego szanse są marginalne. Sądzę, że w obecnej sytuacji politycznej miałby szanse co najwyżej zostać szefem którejś z komisji. To jest maksimum możliwości. Najwyższe stanowiska nie są już w jego zasięgu.

Najpoważniejszym kandydatem na przewodniczącego KE jest aktualnie prezydent Litwy Dalia Grybauskaite. Mówi, się, że stanowiskiem, które w ramach personalnych i politycznych roszad przypadnie Polakom, jest funkcja sekretarza generalnego NATO. To będzie najważniejsze stanowisko dla Polski w najbliższych latach. W zamian Polska nie będzie ubiegała się o wysokie stanowiska w strukturach unijnych. Myślę, że jeden z polityków PO jest mocno zainteresowany schedą po przewodniczącej Catherine Ashton, szefowej dyplomacji. Nie sądzę jednak, aby była to realna możliwość.

 Rozmawiał Krzysztof Bieda