Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Konrad Szpak  19 września 2013

Szpak: Polska nie jest gotowa na atom

Konrad Szpak  19 września 2013
przeczytanie zajmie 2 min
Szpak: Polska nie jest gotowa na atom Wikimedia Commons

Kilka spółek Skarbu Państwa pod koniec września br. ma podpisać umowę w sprawie budowy w Polsce elektrowni atomowej. Niepotrzebnie; elektrownia z pewnością w najbliższym czasie nie powstanie.

Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, PGE, KGHM, Enea oraz Tauron podpisały list intencyjny ws. nabycia udziałów w spółce PGE EJ1, powołanej do budowy elektrowni atomowej w Polsce. Docelowo do końca września ma zostać podpisana szczegółowa umowa określająca prawa i obowiązki stron.

Nie jest to żaden przełom dla polskiej energetyki jądrowej. Umowa przypomina raczej inicjowaną przez Mikołaja Budzanowskiego współpracę spółek Skarbu Państwa w dziedzinie poszukiwania gazu łupkowego (koncesja Wejherowo, umowa z 4 lipca 2012 r.), która już nie była tak oczywista po jego dymisji.

W najbliższym czasie (20-30 lat) elektrownia atomowa w Polsce nie powstanie (i nie powinna powstać), ponieważ:

po pierwsze, nie wiemy, czy chcemy ją budować. Wypowiedzi Donalda Tuska zawsze charakteryzowały się przywiązaniem do obecnej lokalizacji i rozkładu jazdy tuskobusa. Premier na Śląsku przekonywał, że Polska węglem stoi, na Pomorzu obiecywał fundusz emerytalny zasilany wpływami z wydobycia gazu łupkowego, a w Brukseli walczył o politykę klimatyczną UE. Tymczasem nie da się prowadzić długofalowych inwestycji bez jasnej strategii, konkretnych celów oraz trwałej zgody politycznej wobec sektorów strategicznych, a takim jest energetyka;

po drugie, nie mamy pieniędzy. Koszt zakładanych inwestycji w samym sektorze jądrowym to ok. 40-50 mld zł; podobnie sytuacja wygląda z potrzebami sektora węglowego, a szacowane nakłady na poszukiwanie i wydobycie gazu niekonwencjonalnego w Polsce są znacznie większe. Polska obecnie nie ma takich środków, sytuacja finansów publicznych jest kiepska, a model finansowania projektów nadal niejasny. Kolejne inicjatywy rządu są niedopracowane (np. Inwestycje Polskie), a my nie wiemy, które inwestycje będą realnie wspierane przez państwo. Stworzenie odpowiedniej dźwigni finansowej może być wyzwaniem nawet dla ministra Rostowskiego;

po trzecie, brakuje nam wiedzy związanej z zarządzaniem strategicznym oraz doświadczenia w prowadzeniu dużych projektów publicznych. W kontekście budowy autostrad, częściej niż o otwieranych nowych odcinkach słyszymy o unieważnianych przetargach, modernizacja kolei jest dzielona na kilkukilometrowe fragmenty, budujemy podwodne metro w Warszawie, a każda większa inwestycja wymaga specustawy, gdyż nie da się jej przeprowadzić przy obowiązujących przepisach prawnych. Czy można sobie wyobrazić w projekcie terminalu LNG w Świnoujściu prostsze ryzyko do przewidzenia, niż możliwość opóźnienia budowy? Sytuacji tej nie przewidziano w umowie PGNiG z Qatargas na dostawy gazu skroplonego. Po informacji o znacznych opóźnieniach i wyczerpywaniu się 6-miesięcznego buforu bezpieczeństwa, rozpoczęły się nerwowe próby znalezienia wyjścia z tej sytuacji. Chaos.

Reasumując, ze względu na ryzyko polityczne i ekonomiczne, projekt budowy elektrowni atomowej w Polsce jest trudny do przeprowadzenia. Nie ma w Polsce dojrzałej klasy politycznej, zdolnej do prowadzenia długoterminowych projektów inwestycyjnych, a myślenie strategiczne i korzystanie z takich narzędzi jak budżet zadaniowy jest niezbędne, żeby umiejętnie zarządzać projektami o wielomiliardowej wartości (sektor węgla kamiennego, sektor gazu ziemnego, energia atomowa, system przeciwpowodziowy itp.).

Może warto powołać ministerstwo energetyki i opracować nową politykę energetyczną państwa – dla odmiany nie na zasadzie „dla każdego coś dobrego”, ale w porozumieniu z ekspertami i przy współpracy całej klasy politycznej.