Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Sandro Mendoca  18 września 2013

Kryzys był do przewidzenia. Rozmowa z profesorem Sandro Mendonçą

Sandro Mendoca  18 września 2013
przeczytanie zajmie 5 min
Kryzys był do przewidzenia. Rozmowa z profesorem Sandro Mendonçą sxc.hu

Czy kryzys się skończył?

Niestety nie, kryzys się nie skończył. Obecnie wielu traktuje kryzys jak wypadek podobny do katastrofy w Czarnobylu, uznając go za „zakłócenie” w pracy ekonomicznego silnika. A to „zakłócenie” miało miejsce w Stanach Zjednoczonych, a epicentrum znajdowało się na Wall Street. Następnie mutacja kryzysu, która wystąpiła w Europie, spowodowała zjawisko, które znamy jako kryzys strefy euro. W efekcie od pięciu lat stoimy w miejscu, a załamanie gospodarcze wciąż jest jednym z najważniejszych tematów w mediach. Ludzie rozmawiają o problemie zarządzania kryzysem w poszczególnych państwach członkowskich – tak jest np. w Niemczech, gdzie kryzys stał się punktem spornym między kandydatami w wyborach do Bundestagu. Widać wyraźnie, że turbulencje gospodarcze są problemem państw narodowych. Odpowiedź na wyzwanie, jakim jest kryzys, nie dotyczy tylko państw; to także odpowiedź na pytanie o przyszłość jednoczącej się Europy.

Czy istnieje diagnoza odnośnie  kryzysu?

Mamy różne. Moja jest taka, że problem rozpoczął się na poziomie finansowym. Istniały błędy w funkcjonowaniu sektora prywatnego, potem nałożyły się na to bolączki banków inwestycyjnych i domów handlowych. Następnie kryzys przeniósł się do sektora publicznego i w ten sposób nastąpiło zarażenie całej gospodarki. Poza kilkoma wyjątkami, jak Polska, wszystkie gospodarki europejskie zwolniły. Fascynujące jest to, jak zmutowane formy kryzys przyjmuje dzisiaj.

Czyli jakie?

Kryzys zatrzymał się w Europie i dotknął przede wszystkim państw strefy euro. Wewnątrz niej rosną nierówności, przez co większego znaczenia nabierają problemy istniejące już wcześniej. Mowa przede wszystkim o niewystarczającym poziomie zintegrowania, dlatego fala kryzysu wpłynęła tak wyraźnie na funkcjonowanie Unii Europejskiej. W efekcie obserwujemy narastające rozgoryczenie, rozczarowanie ideami integracyjnymi i niepokoje społeczne, wynikające z głębokiego przekonania o niesprawiedliwości. Oczywiście ten opis pasuje do obecnej sytuacji w Grecji.

Jak możemy ocenić nastroje Greków? Północna Europa oskarża ich o wywołanie kryzysu.

Akronim PIIGS (Portugal, Ireland, Italy, Greece, Spain) jest obrazą. Został sformułowany w brytyjskich kręgach finansowych, zaangażowanych w toksyczne operacje giełdowe, które uderzyły w takie kraje jak Grecja. Wielu mówi teraz, że Grecy są leniwi, a Niemcy ciężko pracują. Tymczasem statystyki pokazują coś zupełnie odwrotnego. Grecy pracują nawet ciężej niż Niemcy, ale mają niższą efektywność pracy.

Niemiecka wydajność ma swoje źródło w eksporcie drogich i wysokich jakościowo produktów. W Niemczech pracują także wykwalifikowani specjaliści i inżynierowie z pensjami znacznie powyżej średniej Unii Europejskiej. A kto kupuje te produkty? Grecy. Oczywiście za pożyczki z niemieckich banków. Na przełomie 2008 i 2009 roku, kiedy zaczął się kryzys, jak podają raporty Komisji Europejskiej, niemieckie banki były jednymi z najbardziej wspieranych przez Unię instytucji. Retoryka wciąż jednak jest taka: Grecy za dużo konsumują, więc mamy przerost konsumpcji. Z drugiej strony, patrząc na ilość produkowanych w Niemczech dóbr, możemy stwierdzić, że mamy obecnie przerost produkcji. Z tego z kolei wynika kryzys nadmiernego finansowania przez banki. Te procesy nie zaszły jednocześnie. Obecnie mamy tę triadę czynników, z których nadprodukcja i nadmierna konsumpcja są klasycznymi problemami kapitalizmu. A trzecia przyczyna – nadmierne finansowanie – nie został uwzględniony w implementowanej w reformie. To główny problem jednoczącej się Europy.

Co należałoby zatem zrobić?

W tej sprawie toczą się poważne debaty, także w Krynicy.

Czy należy spodziewać się szybkiej odpowiedzi?

Nawet, jeśli finansowa strona problemu jest niejasna i mało transparentna, to wszystko zależy i tak od polityki. Mówi się o regulacji banków – zastanawia się, czy powinny zastosować mechanizmy Europejskiego Banku Centralnego (EBC). A jednocześnie, według innych ustaleń, EBC ma w założeniu regulować tylko inflację. W ten sposób nie wpłynie się skutecznie na gospodarki Europy. Należy zwrócić uwagę, że EBC i inne instytucje unijne działają bardzo sprawnie, ale są niedemokratyczne, pomimo, że oddziałują na całą wspólnotę, a także na kraje spoza strefy euro.

Czy wzmocnienie EBC może być skuteczną odpowiedzią na kryzys?

EBC nie jest już tym, czym był kiedyś. Wydaje się odstawać coraz wyraźniej od realnych problemów gospodarki. Polityka przemysłowa Unii Europejskiej uderza w filozofię wspólnego rynku, wolnej konkurencji i zakazu wsparcia ze strony państwa. Objawia się to przede wszystkim w dofinansowaniu przemysłu. Sam EBC przyznaje, że sektor finansowy nie pożycza wystarczająco dużo małym przedsiębiorstwom, które nie mogą brać udziału w budowaniu gospodarki na skalę podobną do tej w Stanach Zjednoczonych. To bardzo złe. EBC jest bowiem pierwszym ogniwem w całym łańcuchu finansowej spekulacji.

Czy powinniśmy zatem kopiować rozwiązania ze Stanów?

Najpierw musimy nauczyć się na własnych błędach. Mocujemy się z kryzysem od 5 lat i póki co zdołaliśmy podzielić Europę, sfrustrować jej obywateli, którzy coraz bardziej obawiają się swoich sąsiadów. Musimy przypomnieć sobie o fundamentach naszego sukcesu. Coś złego stało się po uchwaleniu Traktatu z Maastricht. Wcześniej Europa była postrzegana jako jedna rodzina, po dwudziestu latach ta filozofia ginie.

Czyli to nie jest Unia, do której chciałyby dołączać nowe kraje?

Dokładnie.

Co poszło nie tak?

Po traktacie skoncentrowaliśmy się na tworzeniu wspólnej polityki gospodarczej UE. Nagle pojawiła się idea całkowicie przyjaznych biznesowi, transgranicznych rynków, gdzie dla przykładu wiele portugalskich firm, które funkcjonowały do tej pory jedynie w Portugalii, mogło się rozliczać się z urzędem skarbowym gdzie indziej, np. w Holandii czy Luksemburgu. To zaszkodziło gospodarkom krajów członkowskich. Mamy nie odpowiadające wyzwaniom współczesności prawo z jednej strony i przerost regulacji z drugiej. Musimy przypomnieć sobie, że po II wojnie światowej założeniem Unii była współpraca przemysłowa w dziedzinie węgla i stali, a nie wspólny rynek. Kiedy przemysł stracił na znaczeniu na rzecz sektora finansowego, Europejską Wspólnotę Węgla i Stali zastąpiła strefa euro. Dlatego rynkiem zawładnęli prywatni gracze i agencje ratingowe, którym brakuje przejrzystości działania. Mechanizm zawiódł.

Czy kryzys był możliwy do przewidzenia?

Tak. Wielcy gracze działający na rynkach finansowych naprawdę wpływają na nasze życie. Dialog między nimi a społeczeństwem zaniknął. Jedyny wyraźny głos płynie do Brukseli z Berlina.

Czy dlatego Grecy wyszli na ulicę? Dlatego, że stracili kontakt z centralą na rzecz Niemców?

Tak, zostali na te ulice wypchnięci. To obecnie jedyna droga do przekazania ich sprzeciwu Brukseli.

Czy można powiedzieć, że Unia straciła poczucie sprawiedliwości i wspólnego interesu?

Jeśli przyznamy, ze straciła poczucie wspólnego interesu, musielibyśmy przyznać, że politycy nie wiedzą, co zrobić z kryzysem i wszystko, co osiągnęli, to pogłębianie chaosu. Rzeczywiście może być w tym trochę prawdy. Wystarczy spojrzeć na narody obwiniające się dziś nawzajem za nieszczęścia, jakie spotykają Europę. Ta gorycz jest niebezpieczna. Znaczenia symbolu nabiera fakt, iż niedługo minie setna rocznica wybuchu I wojny światowej.

Czy czeka nas powrót walki interesów znanej z czasów sprzed integracji europejskiej?

Ona już wraca. Wszyscy czekają na decyzję Niemców albo EBC, który, jak wspomniałem, jest instytucją niedemokratyczną.

Czyli Europa nie legitymizuje tych podmiotów?

Każdego dnia Europa jest coraz bardziej zależna od decyzji zapadających w Berlinie i Frankfurcie.

A gdyby spojrzeć dziesięć lat naprzód, jaką Europę chciałby Pan zobaczyć?

Realistyczny scenariusz to powstanie sieci państw, które potrafią lobbować za swoim interesem w opozycji do centralnej władzy Unii Europejskiej. Chodzi o elastyczny model grupy państw akumulujących wystarczającą siłę polityczną, by tworzyć przeciwwagę dla centrum decyzyjnego w Brukseli. W tym scenariuszu kluczową rolę odgrywa Polska, ze względów historycznych i z powodu jej potencjału równoważenia siły Niemiec. Unia Europejska jest zróżnicowana, ale istnieje wiele podobieństw między poszczególnymi krajami, które pozwalają na wspólną walkę o interes w różnych sektorach. Jeśli instytucje sformalizowane zawiodą, być może pomogą nieformalne spotkania, takie jak Forum Ekonomiczne w Krynicy, które dadzą nadzieję w czasie kryzysu.

Rozmawiał ZEKJ