Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Adam Leszkiewicz  15 września 2013

Leszkiewicz: Rymkiewicz w słabszej formie

Adam Leszkiewicz  15 września 2013
przeczytanie zajmie 3 min
Leszkiewicz: Rymkiewicz w słabszej formie Jan Matejko

Rejtan. Upadek Polski, tom wieńczący „polską tetralogię” Jarosława Marka Rymkiewicza (na którą, przypomnijmy, składają się oprócz najnowszej książki także Wieszanie, Kinderszenen oraz Samuel Zborowski), jest najsłabszym ogniwem cyklu i to z wielu powodów.

Po pierwsze, sprawnie działająca maszyneria do szatkowania wątków i układania powstałych rozdziałów w misterną, niby-chaotyczną całość, tym razem zawiodła przynajmniej częściowo. Niektóre wątki (jak ten o Rejtanach z Hruszówki) stawiają opór podczas lektury, bo składają się głównie z suchych faktów poprzepisywanych z rozmaitych źródeł; z kolei upoetyzowane wstawki (jak ta o muzyce słuchanej podczas pisania) w mniej ciekawy i sensotwórczy sposób łączą się z pozostałymi wątkami, niż to bywało w poprzednich książkach cyklu.

Po drugie, duża część przyjemności z lektury wyparowuje, gdy dowiemy się, że wspaniała puenta o figowcach, do której przygotowują nas rozsiane po całej książce napomknięcia, jest niestety zmyśleniem (o czym można przeczytać na nieocenionym i niezastąpionym w takich przypadkach blogu „Kompromitacje”). Gwoli jasności: nie dlatego mam czytelniczą pretensję do Rymkiewicza, że coś poprzekręcał czy nazmyślał, bo to byłoby absurdem – ale dlatego, że poprzekręcał i nazmyślał nieudolnie. Zaznaczył bowiem, że kodę – przyznajmy, cudownie poetycką – swojego dzieła oparł nie o zmyślenie, ale o źródła z epoki. Rymkiewicz wyraźnie rozgranicza w swoich dziełach to, co wyczytał (pieczołowicie przepisuje cytaty oraz dodaje do swoich książek obszerne bibliografie) od tego, co w konfrontacji z rzeczami wyczytanymi podyktowała mu wyobraźnia. Tym razem jednak dał się zdemaskować na gruncie owego skrupulatnego podejścia do źródeł i to w momencie najważniejszym: zakończenia opowieści.

Po trzecie wreszcie, ideowe przesłanie tej książki, wysnute z analogii między czasami rozbiorowymi a dzisiejszą Polską oraz z artykułu Mickiewicza opublikowanego w „Pielgrzymie Polskim” („O ludziach rozsądnych i ludziach szalonych”) jest czymś, co znamy z bieżącej publicystyki – do podobnych myśli zdążyliśmy się już przyzwyczaić, przez co czytając Reytana ma się czasem uczucie déjà vu.

Poprzednie tomy cyklu były zawsze o krok przed debatą o Polsce czy wręcz nadawały jej ton: były głosem mocnym i wyrazistym, dotyczyły kwestii zapalnych i kontrowersyjnych, ale jednocześnie ukazywały je od nieoczekiwanej strony. Wszyscy chcieli czytać Rymkiewicza i o nim dyskutować, niewielu chciało się z nim zgadzać. Mam wrażenie, że nowej książce brakuje tej wizjonerskiej, zapalnej siły. Zbierając wady Reytana w całość, można napisać, że otrzymujemy pełny zestaw chwytów, które znamy z poprzednich książek Rymkiewicza – tyle, że w mniej udanym wydaniu.

A jednak zawsze warto go czytać, nawet kiedy jest w słabszej formie. Z Reytana można dowiedzieć się o wielu rzeczach, które nas dotyczą – czy raczej o których warto, żebyśmy chcieli pamiętać, że nas dotyczą. Na przykład o „murowance” Reytana, czyli domku, w którym po postradaniu zmysłów nowogródzki poseł spędził ostatnie lata swojego życia. Dziś owa murowanka, znajdująca się na terenie Białorusi, rozpada się w totalnym zaniedbaniu i niepamięci. Pyszne są poszczególne fragmenty tej książki: na przykład o marszałku rozbiorowego sejmu Ponińskim, który po skazaniu na wygnanie opuścił Warszawę jedynie po to, by nieopodal niej wydać wielkie przyjęcie, na którym pojawił się w rosyjskim mundurze. Albo fragment o Nietzschem, który zafascynowany pewnymi aspektami polskiej tradycji szlacheckiej  lubił mitomańsko powoływać się na polskie korzenie. Wreszcie zawsze warto czytać Rymkiewicza dla niepodrabialnej urody jego meandrującej polszczyzny, za pomocą której pisarz roztacza wszelkie rzeczywiste, możliwe i fantastyczne warianty przeszłości. No i nikt tak pięknie jak Rymkiewicz nie pisze o nicości.