Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Musiałek  14 września 2013

Perła w oceanie przeciętności

Paweł Musiałek  14 września 2013
przeczytanie zajmie 12 min
Perła w oceanie przeciętności alazaat, CC

Rywalizacja polityczna w Polsce” Rafała Matyi to druga po „Słabym państwie” Artura Wołka ważna praca politologiczna wydana w ostatnim czasie przez krakowski Ośrodek Myśli Politycznej (współwydawca – Wyższa Szkoła Zarządzania i Informatyki w Rzeszowie). Ta książka nie powinna pozostać bez odzewu. Jeśli jeden z najlepszych znawców polskiej polityki poświęcił jej dekadę swojego życia, to znaczy, że mamy do czynienia z ważnym wydarzeniem w polskiej politologii.

Polskie prace politologiczne często są mało interesujące, także dla samych akademików. Za skomplikowanym językiem kryje się nierzadko jedynie potwierdzenie obiegowych sądów, a proponowane teorie i modele bardzo słabo dają się odnieść do politycznych realiów. Powoduje to tym samym, że niewiele wnoszą do debaty publicznej. Nie generują nowych praktycznych wyjaśnień, będących punktem wyjścia dla analiz dziennikarzy i strategii polityków. Ponadto są mało ambitne. Często politolodzy analizują obszary stosunkowo łatwe do zbadania, podążając za dostępnością danych, a nie realnymi, więc i najważniejszymi problemami. Dlatego paradoksalnie tego, co głębsze, musimy szukać najczęściej w publicystyce. Książka Matyi stara się wyjść poza obowiązujące schematy. Autor podejmuje temat trudny i całościowo słabo zbadany. Bierze na warsztat rywalizację polityczną w Polsce, patrząc na nią znacznie szerszej niż tylko jako na rywalizację międzypartyjną – parlamentarną czy wyborczą. Odpowiada nie na pytanie, jak się władzę sprawuje, ale jak się ją zdobywa. Dostrzega inne, często pomijane jej aspekty, takie jak rywalizacja wewnątrzkoalicyjna czy w końcu wewnątrzpartyjna. Praca dotyczy przede wszystkim „subpola” polityki, mającego decydujący wpływ na zasadnicze obszary rywalizacji politycznej.

Rozprawy habilitacyjne oczywiście nigdy nie jest lekturą lekką i przyjemną, nie tylko dla początkujących adeptów głębszej refleksji nad polityką. Tak jest i tym razem. 500-stronicowa praca napisana została formalnym, często abstrakcyjnym językiem. Dlatego wymaga nie tylko czasu, ale i dużego samozaparcia. Dodatkowo autor nie ułatwia zadania, nie unikając momentami hermetyczności. Magnum opus Matyi to jednak konieczność dla osób, które chciałyby wgłębić się w meandry polskiej polityki. Lata mrówczej pracy potwierdza nie tylko spora objętość jego dzieła, ale przede wszystkim zgromadzone dane. Opracowane i przedstawione w licznych autorskich tabelkach i zestawieniach, z pewnością będą ważnym źródłem kolejnych badań dla innych autorów. Solidna analiza ilościowa powoduje, że mamy do czynienia z prawdziwą pracą badawczą, zawierającą dużą porcję istotnych informacji, a nie kolejnym ciekawym esejem, ledwie „podlanym” naukowym językiem.

Praca ta, tak jak i poprzednie, w tym przede wszystkim „Państwo czyli kłopot”, silnie inspirowana jest szkołą instytucjonalną. Matyja pokazuje, w jaki sposób zachowania poszczególnych politycznych podmiotów – premiera, rządu, koalicji, partii, czy wreszcie samych polityków – podlegają impulsom politycznych reguł. Rekonstruuje zasady politycznej gry, ale przede wszystkim ich konsekwencje dla systemu politycznego. Kompleksowy charakter sprawia, że książka stanowi wręcz kompendium wiedzy o polskiej polityce, które powinno się proponować studentom politologii. Jej potencjalne znaczenie można porównać z kolejnymi wydaniami klasycznej już „Historii politycznej Polski” prof. Antoniego Dudka, na którą zresztą powołuje się autor we wstępie. Obydwie pozycje dobrze się uzupełniają. O ile bogaty faktograficznie podręcznik prof. Dudka przedstawia ujęcie idiograficzne polskiej polityki po 1989 r., o tyle Matyja patrzy z perspektywy nomotetycznej. W oparciu o zestawione fakty stara się szukać systemowych mechanizmów, logiki działania poszczególnych podmiotów i instytucji, a więc wyjść poza wyjaśnienia poszczególnych wydarzeń, które spotkamy w podręczniku krakowskiego Profesora.

We wstępie Matyja powołuje się także na inne istotne książki o polskiej polityce, które odcisnęły wyraźne piętno na jego pracy. Pierwsza to publikacja Andrzeja Antoszewskiego „Wzorce rywalizacji politycznej we współczesnych demokracjach europejskich”. Matyja skorzystał z niej przede wszystkim poprzez przyjęcie za Antoszewskim poziomów rywalizacji politycznej, na których została oparta cała struktura książki. Druga istotna pozycja to „Demokracja nieformalna” wspomnianego już Artura Wołka. Stanowiła ona inspirację do poszukiwania reguł nieformalnych, które w istotny sposób modyfikują funkcjonowanie systemu politycznego młodych demokracji. Pociąga to za sobą przyjęcie przez Matyję ważnej optyki patrzenia na polityczne mechanizmy w Polsce. Nie analizuje on reguł politycznej gry jedynie na podstawie formalnych przepisów konstytucji czy przepisów prawa, traktując je ledwie jako jedne z uwarunkowań politycznej rywalizacji w naszym kraju. Sięga głęboko i stara się wyjaśnić ukryte „sprężyny” działań różnych podmiotów i instytucji na wielu różnych polach politycznej rywalizacji.

Akademik ale i praktyk

Jak sam autor zapowiada – celem książki jest konfrontacja świata akademickiego i politycznego. Trzeba przyznać, ma do tego pełne kompetencje. Matyja poznał polityczne mechanizmy nie tylko z książek czy akademickich seminariów, ale z praktyki. Na początku III RP był on członkiem niewielkich konserwatywnych partyjek, które równie szybko powstawały, co upadały. Zaliczył także epizod w politycznej „ekstraklasie”, pracując w Urzędzie Rady Ministrów w czasie rządów Hanny Suchockiej. Niedługo przyszło jednak rozczarowane i zniechęcenie charakterystyczne dla reformatorsko usposobionych intelektualistów, którzy szukali swojego miejsca w polityce. Dlatego jego polityczny epizod nie trwał długo. Niemniej pozwolił zaobserwować często słabo naświetlone w mediach konteksty rywalizacji politycznej i dostrzec głębsze przyczyny politycznych mechanizmów. To praktyczne doświadczenie jest widoczne na wielu stronach lektury. Mimo licznych tez opartych na zebranych danych, te najciekawsze są pochodną obserwacji, a nie wyliczeń w Excelu. Zresztą sam autor podkreśla konieczność ostrożności przy opieraniu politycznej refleksji na danych ilościowych czy tym bardziej na racjonalnej teorii gier. Książka Matyi, mimo potężnej porcji cząstkowych badań ilościowych, ma także fragmenty swobodniejsze. Oczywiście formalne wymogi sprawiają, że i tam znajdziemy przypisy, ale nawet początkujący politolodzy szybko zorientują się, że są one wtórne wobec tez, które rodziły się po prostu w wyniku wieloletniej obserwacji i doświadczenia, a nie skomplikowanych obliczeń. Dla formalistów może być to wada, ale dla atrakcyjności książki – wręcz przeciwnie. Wiele pól badawczych, jak choćby rywalizacja między koalicjantami w rządzie, nie ma „twardej” empirycznej bazy danych. Dlatego oparcie na „miękkich” źródłach jest zasadnym, bo jedynym wyjściem.

Wiele tez pracy formułowanych na podstawie zebranych danych nie należy do odkrywczych. Czytelnicy niekoniecznie zapoznani z dorobkiem polskiej politologii, ale uważnie śledzący bieżącą polityczną debatę, częstokroć mogą mieć wrażenie, że przedstawiane przez Matyję tezy gdzieś już czytali. Rzecz jasna, nie powinno to w żadnym stopniu obciążać autora. Empiryczna weryfikacja utartych sądów formułowanych w publicystyce ad hoc stanowi istotną wartość. Szczególnie, że Matyja wiele popularnych mitów podaje w wątpliwość. Dzięki przenikliwości autora jaśniej także zdajemy sobie sprawę z niekoniecznie intuicyjnych konsekwencji pozornie oczywistych i dobrze znanych mechanizmów. Znajdziemy tu wiele tez jeśli nie przełomowych, to przynajmniej niebanalnych.

Istotne tezy

Matyja przede wszystkim potwierdza tezę o kruchej stabilności polskiego systemu partyjnego, opartego w dużej mierze na popularności przywódców największych partii. Dowodzi, że relacje między partiami w Polsce nie mają cechy „systemowości”, gdzie występują trwałe i przewidywalne zachowania. Wskazuje on na kluczowe dla wyborczego sukcesu w pierwszym okresie III RP zasoby finansowe, organizacyjne (dowodem PSL, SdRP, AWS), a przede wszystkim poparcie w postaci patronów instytucjonalnych (związki zawodowe, Kościół). Ciekawe jest wykazanie braku korelacji między kontrolą mediów publicznych a wynikiem wyborczym. Cezurą czasową kończącą okres dominującej roli tradycyjnych zasobów, a rozpoczynającą erę marketingu politycznego jest rok 2005. Autor wskazuje na słabość struktur lokalnych partii, które wzmocniło finansowanie partii z budżetu. Ciekawy, choć kontrowersyjny jest jeden z podziałów partii na partie patronażu – nastawione na obsadzanie stanowisk (SLD, AWS, PO, PiS), światopoglądowe – nastawione na upowszechnienie określonej ideologii (ZChN, UPR, RP) oraz interesu – nastawione na obsługę interesu określonych grup interesu (Samoobrona, PSL).

Praca dowodzi fundamentalnego znaczenia nie sejmu „kontraktowego”, ale sejmu I kadencji jako „założycielskiego” dla zasad rywalizacji politycznej III RP. Podkreślony został także wpływ uwarunkowań historycznych sięgających rywalizacji politycznej doby PRL. Matyja stwierdza, że zmiany norm stosowności wywołane stanem wojennym spowodowały, że za niestosowny wśród opozycji uchodził konformizm wobec władz, spowodowany obniżeniem  poziomy zaufania. W III RP deficyt zaufania utrudnił kompromisy także wewnątrz obozu posierpniowego i doprowadził do jego dużego rozdrobnienia. Analiza „elity sprzeciwu”, która występowała przeciw władzy w l. 80., pokazała, że wybór partii centroprawicowych przez polityków odbywał się według klucza nie ideowego, ale przede wszystkim  personalnego, opartego na „sieciach zaufania” z l. 80. To spowodowało słabą instytucjonalizację partii politycznych w III RP. Dlatego, jak uzasadnia Matyja, trwali w Polsce są liderzy, a nie instytucje polityczne, którym przewodzą. Kluczowa rola sieci zaufania każe widzieć w „wojnie na górze” jedynie pogłębienie istniejących podziałów, a nie ich wywołanie. Konsekwencje ukształtowania się w l. 80 sieci zaufania są istotne także w analizie przyczyn elitaryzmu środowiska Unii Demokratycznej/Unii Wolności czy jego rywalizacji z Jarosławem Kaczyńskim i środowiskiem Porozumienia Centrum. Otóż spór nie odnosił się do różnicy w poglądach na temat modernizacji Polski, czy nawet stosunku do przeszłości. Kluczową kwestią był sprzeciw Kaczyńskiego wobec zaproponowanej przez UD dystrybucji szacunku i prestiżu osób będących w obrębie jej sieci zaufania.

Wyjaśnienie historyczne przydaje się także Matyi do przedstawienia genezy modelu partii „monocentrycznej” przyjętego przez największe partie. Poza powszechnie znanymi argumentami, takimi jak wymogi marketingu politycznego (konieczność kreowania silnego lidera), znajdziemy tu także mniej intuicyjne wyjaśnienia. Autor stawia tezę o konsekwencjach zmiany pokoleniowej w polskiej polityce. Powoduje ona zmniejszenie przez polityków oczekiwań dotyczących wpływu na decyzje polityczne, stanowiącego istotną motywację zaangażowania politycznego opozycji w dobie PRL, na rzecz motywacji materialnych. Ciekawe jest wskazanie przez Matyję na Leszka Millera jako prekursora tworzenia „autorskich” partii, a nie Tuska czy Kaczyńskiego. Ponadto pokazuje on, że możliwość budowy monocentrycznych partii była możliwa dzięki zmianie konstytucji oraz zmianie finansowania partii politycznych.

Matyja wyraźnie podkreśla częstą systemową rozbieżność interesów poszczególnych polityków i samej partii, do której należą, czy też premiera. Najbardziej dobitnym i z punktu widzenia systemu najważniejszym przykładem jest rywalizacja wyborcza w okręgu. Za sprawą systemu otwartych list odbywa się ona paradoksalnie przede wszystkim między kandydatami z tych samych partii, a nie rywalami z innych list. Konieczność gromadzenia indywidualnych zasobów, niezależnych od partii, powoduje, że posłowie interesują się przede wszystkim własnym okręgiem, a nie problemami premiera oraz własnego ugrupowania. Matyja dowodzi nieoczywistej w dobie dominacji marketingu politycznego tezy, że na kształt rywalizacji politycznej między partiami w III RP często nie miały wpływu preferencje wyborców. Niejednokrotnie ważniejsza była „podaż” – rywalizacja na subpolu polityki, a nie „popyt” – zmiany w społeczeństwie. W tym kontekście fundamentalne znaczenie ma także teza o nieadekwatności zastosowania do polskich realiów koncepcji clavages – społecznie określonych wymiarów współzawodnictwa, które mają przełożenie na rywalizację polityczną. Analiza nie wykazała, że można mówić w Polsce o stabilnych, stałych „elektoratach” partii, czego dowodzi choćby wysoka chwiejność wyborcza, także między formacjami postkomunistycznymi i postsolidarnościowymi. Matyja zwraca w tym kontekście uwagę na to, że sukces SLD nie był oczywisty, na co często, ze względu na duże zasoby „na starcie”, wskazywali politycy obozu solidarnościowego. Stawia on tezę, że zbliżenie PO i PiS doprowadziłoby do łącznego osłabienia tych partii poprzez wzmocnienie partii skrzydłowych. Potwierdza to pogląd o słuszności strategii silnego konfliktu między tymi formacjami.

Zupełnie odkrywcza i nieoczywista jest teza (którą przytacza Matyja za Grzymałą-Busse) o pozytywnych skutkach ostrej rywalizacji politycznej w Polsce. Miała ona stanowić blokadę przed nadmierną eksploatacją państwa. Natomiast najbardziej istotna wydaje się teza potwierdzająca powszechne intuicje na temat braku znaczenia wyborów dla efektów rządzenia. Matyja dowodzi, że kluczowe reformy były efektem „zewnętrznej agendy zmian”, stawianej przed Polską przez UE, NATO, WTO, MFW, BŚ zarówno w formie „twardych” postulatów (przede wszystkim UE i NATO), jak i miękkiego nacisku. To spowodowało, że wyborcy przy urnach decydowali głównie o stosunku rządu do przeszłości czy spraw światopoglądowych, a nie kształcie modernizacji państwa. Matyja podkreśla inne wzorce rywalizacji bardziej na arenach lokalnych niż na ogólnopolskiej. Wskazuje na ogromne znaczenie wprowadzenia wyborów bezpośrednich na prezydentów miast w roku 2002. Spowodowały one znaczący spadek etykiet partyjnych kandydatów na prezydenta. Obala jednak mit jednomandatowych okręgów wyborczych, które zamiast zmniejszyć, zwiększyły partyjność senatu.

Matyja dowodzi regułotwórczej roli praktyki politycznej. Przykładem dla politycznych liderów jest lekcja utraty zaufania do premiera Mazowieckiego wskutek kosztów społecznych wprowadzanych reform. To uzasadnia, dlaczego na reformatorski zapęd mogli sobie pozwolić tylko premierzy, którzy nie mieli przed sobą długiej perspektywy rządzenia czy kariery politycznej (Buzek, Suchocka). Politolog podaje także przykład powołania na urząd prezydenta RP Jaruzelskiego, a następnie Wałęsy, kluczowych osób w rywalizujących obozach władzy, co zadecydowało o doniosłej roli tej instytucji, mimo ograniczonych kompetencji. Matyja podkreśla duże znaczenie rywalizacji o prezydenturę dla rywalizacji parlamentarnej. Analizując ten aspekt, dowodzi, że nie zawsze popularność przekłada się na dobry wynik w wyborach prezydenckich (Pawlak w 1995, Olszewski w 1995, Wałęsa w 2000). Także wydatki na kampanię prezydencką nie przekładają się proporcjonalnie na wyniki wyborów, co powoduje duże rozbieżności w „cenie” pozyskanego głosu.

Słabości

Pomimo wysokiej ogólnej oceny należy wskazać kilka słabości książki. O ile wymóg formalnego języka jest koniecznością habilitacyjnej rozprawy, o tyle autor nie ułatwia jej przyswojenia. Opisując procesy i mechanizmy, zbyt rzadko podaje przykłady, co sprawia, że łatwo się zgubić i trudno odnieść teorię do politycznej rzeczywistości. Dyskusyjna jest obszerność rozdziału poświęconego rywalizacji politycznej w latach 80. O ile na poziomie założeń wyjaśnienie uwarunkowań historycznych, które są kluczowe dla rywalizacji politycznej po 1989, jest zasadne, o tyle taka objętość już niekoniecznie. Jest to rozdział stosunkowo najsłabiej spójny z pozostałymi i przede wszystkim zbyt obszerny jak na rolę, jaką ma pełnić. Matyja serwuje w nim dużą dawkę zbędnych niuansów dotyczących funkcjonowania „Solidarności” w latach 80. Szczególnie kontrastuje to ze stosunkowo skromną ilością miejsca poświęconą rywalizacji np. wewnątrzpartyjnych frakcji. Zaniechanie rekonstrukcji tego bez wątpienia niełatwego badawczo obszaru można by usprawiedliwić koniecznością sięgnięcia do ryzykownych dociekań dziennikarskich, które mogą prowadzić na manowce. Problem w tym, że w pracy są fragmenty oparte na „miękkich” źródłach. Dla ścisłości – zazwyczaj to one były najciekawsze.

Należy także zwrócić uwagę, że wyjaśnienia nie zawsze są wystarczające. Zdefiniowanie Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości jako partii „autorskich” ich liderów  z pewnością wyjaśnia wiele wewnątrzpartyjnych mechanizmów. Jest zgodne także z powszechną intuicją. Autor nie uzasadnia jednak różnicy między nimi. W tym kontekście należałoby zapytać, dlaczego w PO występują różne frakcje, a nawet otwarta krytyka (np. ze strony Jarosława Gowina), a nigdy nie miało to miejsca w PiS? Czy wpływ na to mają kwestie charakterologiczne liderów tych partii, czy może są inne tego przyczyny? Odpowiedź wymaga rekonstrukcji wspomnianych zresztą w pracy za Stanisławem Ehrlichem norm partii politycznych. Często o „istocie” partii decyduje właśnie nie sposób zarządzania ani założenia ideowe, ale kultura polityczna bądź swoisty „mikroklimat”. Matyja kilkukrotnie powtarza tezę o silnej personalizacji polskiej polityki, a jednocześnie swoje badania ogranicza do perspektywy instytucjonalnej czy systemowej. Na ile, bez uszczerbku dla naukowości pracy, można było pokusić się o zbadanie nieformalnych norm wewnątrzpartyjnych – nie jest to oczywiste. Wydaje się jednak, że czytelnik będzie odczuwał niedosyt. Taką próbę podjął niedawno Robert Krasowski, który przygotowuje 3 tomy poświęcone rywalizacji politycznej w Polsce po 1989 r., z perspektywy przede wszystkim politycznych strategii partii i ich liderów. Oczywiście Krasowski może pozwolić sobie na większą swobodę, ponieważ nie ma aspiracji naukowych. Niemniej jego tezy spotkały się z szerokim odzewem w debacie publicznej i stanowią świetny materiał do weryfikacji w pracy naukowej. Szkoda, że wydany niedawno I tom Krasowskiego nie znalazł się u Matyi nawet w bibliografii. Tym bardziej, że wydaną książkę można było uzupełnić fragmentami, które z przyczyn formalnych (za słaba wiarygodność źródeł) nie mogły być umieszczone w złożonej pracy habilitacyjnej. W pierwszej kolejności przychodzi tu na myśl temat wspomnianej w pracy rywalizacji politycznej wewnątrz rządu między ministrami, który wymaga przede wszystkim oparcia na informacjach od polityków oraz „przeciekach” dziennikarskich.

W książce zbyt słabo eksplorowane były także strategie partii. Dotyczą one przecież nie tylko przedstawionych w pracy ruchów „dośrodkowych”/„odśrodkowych”, ale także pożądanego kształtu sceny politycznej i pozycjonowania partii. To dotyczy przede wszystkim dużych formacji, które miały ambicje nie tylko prowadzenia taktycznych gier, ale także strategicznych posunięć zmieniających zasady rywalizacji politycznej. Wreszcie słabo zostały przedstawione zmiany w uwarunkowaniach kulturowych, które wpływają na sferę metapolityczną, a więc „popytową”. Zakres czasowy pracy, sięgający ostatniego ćwierćwiecza, z pewnością skłania do badań, które potrafiłyby odpowiedzieć na pytanie, jakie zmiany zaszły w tym obszarze i jak wpłynęły na wzory rywalizacji politycznej (np. laicyzacja, popkultura). Pominięcie określonych obszarów rywalizacji jest tym bardziej kontrowersyjne, że praca omawia także wiele faktów sprawiających wrażenie drugorzędnych.

Z pewnością obszarów, które nie zostały przedstawione, jest znacznie więcej, aczkolwiek braki te należy formułować raczej w kategoriach miękkich sugestii, a nie twardych zastrzeżeń. Spowodowane jest to przede wszystkim dużą pojemnością samego terminu „rywalizacja polityczna”. Biorąc pod uwagę, że jedną z definicji polityki jest walka o władzę, w obrębie tego terminu może mieścić się bardzo wiele zróżnicowanych obszarów badawczych. Być może na operacjonalizacji określenia „rywalizacja polityczna” zaważył przegląd przeprowadzonych badań i zamysł autora, aby zminimalizować obszary dobrze zbadane. Matyja zdecydował się więc skoncentrować na stronie „podażowej” uwarunkowań polityki. Miał do tego prawo, choć niewykluczone, że pretensji o pominięcie określonych aspektów dałoby się uniknąć, gdyby tytuł pracy dookreślał obszar, jaki ona obejmuje.

Podsumowanie

Zaletą książki jest wysoka kultura intelektualna, wnikliwość, a także emocjonalny dystans autora. Takie cechy powinny być oczywistością w pracy naukowej, ale w przypadku prac politologicznych, dotyczących w sposób bezpośredni polskiej polityki, nie zawsze jest to w Polsce standardem. Zaostrzenie politycznych sporów, etykietowane jako „wojna polsko-polska”, dewastuje intelektualnie także najbardziej przenikliwe umysły. Emocje zniekształcają nie tylko poczucie proporcji dziennikarzy, ale także nierzadko tępią krytyczne myślenie samych naukowców. Należy jednak podkreślić, że Matyja nie jest naukowcem „grzecznym”, konformistycznie przyjmującym ustalenia starszych kolegów, czy unikającym „wychodzenia przed szereg”. Niemniej nie szuka on na siłę oryginalności, nie nagina tez, aby pasowały do teorii. Często przyznaje, że dane nie układają się w żadną prawidłowość. Matyja stroni od silnych ocen. Zapewne w jego przypadku nie było to bardzo trudne, ponieważ, jak sam wyjaśnił, „historia rywalizacji politycznej w Polsce skłania go do uczuć raczej ambiwalentnych”. Autor zamiast mocno wartościujących ocen, jak podkreślił, woli „raczej subtelną ironię”. Choćby dla higieny intelektualnej jego publikację warto przeczytać.