Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Jakub Kwaśnik  14 września 2013

Kwaśnik: Bez tradycji nie ma przyszłości

Jakub Kwaśnik  14 września 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Kwaśnik: Bez tradycji nie ma przyszłości Michalangelo Caravaggio, Wikimedia Commons

Gdy czytałem tekst Adama Leszkiewicza „Rycerz bez skazy”, w głowie zaczęły rodzić się mi pewne przemyślenia. Słuszne uwagi autora o tym, że istotne elementy kultury zeszły na boczny tor, budzą we mnie potrzebę podkreślenia, jak wiele jest takich elementów, które powoli zanikają, a które powinny być popularyzowane jako dziedzictwo tradycji i historii – zarówno polskiej, jak i światowej. Oprę się na dwóch przykładach: jednym z zakresu historii naszego kraju, drugim z historii sztuki. Oba w polskich szkołach  przedstawiane sa w sposób bardzo pobieżny i zniechęcający uczniów do ich samodzielnego zgłębiania.

Pierwszym tematem są czasy polskiej potęgi militarnej. Często poruszamy temat powstańczych zrywów Polaków, wspominamy wydarzenia tragiczne, nad którymi łączymy się w zadumie i przemyśleniach. Jest to jak najbardziej słuszne. Bez tej cennej ofiary, którą złożyli nasi przodkowie, nie moglibyśmy cieszyć się wolną, niepodległą Polską. Bezapelacyjnie należy o tym pamiętać.

Jednakże – warto również stanąć wyprostowanym i z dumą opowiadać o czasach, w których Polska nie kłaniała się nikomu. Były bowiem takie lata, że nasz kraj trwał niepokonany. Były bitwy, do których wrogowie bali się przystępować, władcy płakali z niemocy, gdy tłumy ich wojsk były rozpędzane przez garstkę naszej jazdy, a inne armie zatrzymywały się, by podziwiać najpiękniejszą i najstraszniejszą formację w tamtych czasach na Starym Kontynencie. Mowa oczywiście o polskiej husarii – zjawisku niespotykanym, opisywanym za pomocą suchych analiz. Fenomen, który powinien odgrywać czołową rolę w kształtowaniu dumy z polskości, zszedł w edukacji do ligi okręgowej – wspominanej jedynie w ramach ciekawostki, prawie egzotycznej, bo przecież „tak odległej dla naszych pokoleń”…

Największe zwycięstwa przedstawiane są w podręcznikach jako nic niezwykłego. Niepoparte relacjami czy opiniami zagranicznych wodzów, suche fakty nie są w stanie oddać właśnie owej wyjątkowości, tego fenomenu, który czynił z husarii rzecz niespotykaną i niepowtarzalną. Dlaczego nie słyszymy opowieści o tym, jak sześciuset husarzy rozpędziło dziesięciotysięczną armię turecką pod Chocimiem? O dziesięciokrotnej szarży pod Kłuszynem? O najemnikach, którzy żądali znacznego powiększenia żołdu, gdyby przyszło walczyć im z husarią? O spowolnieniu ataku wojsk austriackich i niemieckich, by mogły podziwiać odsiecz wiedeńską? O płaczu bezsilnego Osmana II lub o słowach króla szwedzkiego Gustawa Adolfa: Gdybym miał taką jazdę, z moją piechotą obozowałbym tego roku w Konstantynopolu? Chciałbym, by więcej miejsca poświęcało się temu tematowi w szkołach. A przecież to nie jedyne jednostki, które robiły wrażenie w Europie. Dywizjon 303, polscy szwoleżerowie pod Somosierrą,  II Korpus Wojska Polskiego pod Monte Cassino – to tylko kolejne przykłady, o których powinno mówić się długo i dumnie na lekcjach historii.

Drugi temat dotyczy historii sztuki, a konkretnie – malarstwa. Ograniczające analizy i interpretacje, wymuszające wstrzelenie się w odgórnie określony klucz i schemat interpretacji, zabijają zamiłowanie do tej pięknej dziedziny. Sam nie zainteresowałbym się tą sferą, gdyby nie przypadek i ludzie, którzy potrafili ciekawie przedstawić zagadnienie.  Najpierw na zajęciach z kryminalistyki pojawił się temat fałszerstwa dzieł sztuki. Motyw Vermeera i jego naśladowcy: van Meegerena. Potem – kwestia tajemnic i symboliki pojawiającej się na obrazach, a pięknie przedstawianej w 8-tomowym opracowaniu Waldemara Łysiaka „Malarstwo białego człowieka”, którego pierwszą część dostałem w prezencie. Nigdzie nie było mowy o powtarzanych do bólu charakterystycznych cechach i przedstawicielach gatunku, najsłynniejszych dziełach i inspiracjach twórców. Była za to mowa o sekretach obrazów, o motywach, których nie sposób początkowo dojrzeć samemu, modus operandi autorów i ich znakach rozpoznawczych. Co oznaczają ubiory szulerów na obrazie Caravaggia? Dlaczego źródło światła u Vermeera prawie zawsze pochodzi z lewej strony obrazu? Co oznaczają dziesiątki przedmiotów codziennego użytku u van Eycka? Jak wiele przysłów niderlandzkich umieścił na jednym obrazie Pieter Bruegel? To właśnie takie pytania budzą zaciekawienie, a nie bez polotu maglowane schematy. Polskie malarstwo jest równie ciekawe (vide odcinek Polimatów poświęcony „Hołdowi Pruskiemu” Matejki). Wystarczą ciekawe spostrzeżenia osoby opowiadającej. A jest co podziwiać: dzieła Brandta, Kossaka, Gierymskiego, Podkowińskiego, Malczewskiego, z bardziej współczesnych Beksińskiego czy Yerki. W szkołach temat kompletnie kuleje. Przemykają nazwiska da Vinciego, Rafaela czy Picassa, o których opowiada się jak o celebrytach minionych wieków. Naprawdę tak ma wyglądać prezentacja wiedzy o kulturze?

Podałem jedynie dwa przykłady, w pewien sposób mi bliskie,  którymi zainteresowałem się sam lub wyjątkowo dzięki nauczycielom – jednostkom potrafiącym zaoferować uczniom więcej, niż sztywny program nauczania. Zarazić pasją – oto wyzwanie. Drodzy czytelnicy, każdy z Was potrafiłby zapewne wskazać tematy, które są niezwykle ciekawe, a o których nie mówi się w szkołach lub przedstawia się je w sposób nieodpowiedni. Należy zwracać na to uwagę, należy uczyć szerszego spojrzenia na otaczający świat, wpajać zainteresowanie kulturą i sztuką – gdyż to właśnie one nadają kształt ambicjom, pasjom i wytyczają kierunek rozwoju. Może warto również zastanowić się nad zmianą oferty programowej dla uczniów. Drodzy czytelnicy serdecznie zachęcam Was do przedstawiania własnych pomysłów i zagadnień, których brakuje Wam w polskiej szkole. Piszcie je w komentarzach, a bardziej wytrwali niech podsyłają własne teksty. Stwórzmy własny kanon edukacyjny!