Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
dr Marcin Kędzierski  13 września 2013

Kędzierski: Antyobywatelskie związki, antyobywatelska Platforma

dr Marcin Kędzierski  13 września 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Kędzierski: Antyobywatelskie związki, antyobywatelska Platforma Mateusz Janik

Strajki związkowców w Warszawie przekonują mnie po raz kolejny, że w obecnej formule ich działalność bardziej szkodzi pracownikom niż pomaga. Można oczywiście na gruncie teorii ekonomii prowadzić dywagacje dotyczące płacy minimalnej i jej wpływu na bezrobocie, jak czyni to w swoim tekście Piotr Wójcik, jednak prawdziwe problemy pracowników leżą w zupełnie innym miejscu.

W swoim ostatnim komentarzu o OFE chciałem wskazać systemowe problemy zabezpieczeń emerytalnych, a nie pisać o tym, co większość mediów: że likwidacja OFE to zwykły skok na kasę. Spotkałem się z zarzutami, że atakując OFE de facto daje rządowi Donalda Tuska wsparcie w trwonieniu przez niego jeszcze większej ilości publicznych pieniędzy. Zatem dla jasności: nie wierzę, by Donald Tusk z Jackiem Rostowskim mądrze wykorzystali te środki, więc likwidacja OFE będzie tylko i wyłącznie skokiem na kasę.

Czynię to wprowadzenie po to, by podkreślić, że atak na protesty związkowców nie ma nic wspólnego ze wspieraniem gabinetu Tuska, który podobnie jak dwa poprzednie rządy zmarnował mnóstwo szans rozwojowych. Nie zmienia to faktu, że tak jak antyobywatelska jest dziś Platforma, tak antyobywatelskie i antypracownicze są same związki zawodowe. Dowodem potwierdzającym tę tezę może być prosta analiza postulatów Solidarności.

1) Obniżenie wieku emerytalnego – postulat ten jest zaklinaniem rzeczywistości demograficznej: niezależnie od tego, czy będzie tylko ZUS, czy ZUS i OFE, system emerytalny (i w ogóle ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych) w obecnym kształcie przy powrocie do niższego wieku emerytalnego jest nie do utrzymania z trzech powodów: większej liczby osób starszych w relacji do pracujących, większej długości życia i dłuższego korzystania ze świadczeń emerytalnych (przy niezmienionej puli składek), i wreszcie rosnących kosztów leczenia osób, który statystycznie po ukończeniu 70. roku życia częściej chorują. Co więcej, podniesienie wieku emerytalnego daje nam dodatkowe narzędzie polityki, jakim może być obniżenie wieku emerytalnego dla kobiet, które urodzą co najmniej dwójkę dzieci (czy też skrócenie wieku emerytalnego odpowiednio do liczby urodzonych dzieci) – rozwiązanie to może być bodźcem motywującym pozytywne zachowania prokreacyjne. Jest jeszcze jeden argument, który sprawia, że żądania związkowców są antypracownicze – obniżenie wieku emerytalnego może wypchnąć z rynku pracy ludzi, którzy są jeszcze w stanie pracować; z tego powodu lepiej byłoby, gdyby związki domagały się elastycznego wieku emerytalnego powyżej 65. roku życia dla wszystkich, a nie wylewały dziecko z kąpielą, tnąc po całości.

2) Przywrócenie emerytur pomostowych – świadczenia te są dziś finansowane przez wszystkich pracujących, a przysługują najczęściej osobom, które pracują w ciężkich warunkach. Ale jeśli za pracę w ciężkich warunkach pracownicy otrzymują wyższe wynagrodzenie (np. wynagrodzenie górników jest wielokrotnością średniej krajowej), to dlaczego nie mogą oni przez cały okres aktywności zawodowej odkładać środków na prywatnych kontach emerytalnych (III filar)? Domaganie się emerytur pomostowych jest domaganiem się podwójnej rekompensaty za pracę w trudnych warunkach, i to od pozostałych pracujących, zarabiających często znacznie mniej.

3) Wycofanie pakietu antykryzysowego w ramach prawa pracy – uelastycznienie czasu pracy w czasie załamania się koniunktury jest szansą na utrzymanie zatrudnienia i odwołuje się do zasad solidarności zarówno między pracownikami i pracodawcą, jak i samymi pracownikami wzajemnie. Postulując zawieszenie tych rozwiązań, Solidarność zachowuje się niesolidarnie. Poza tym, od wprowadzenia kryzysowej nowelizacji w prawie pracy, z nowych możliwości skorzystało zaledwie kilkadziesiąt firm – Solidarność powinna więc walczyć o rozpropagowanie tych rozwiązań, a nie domagać się ich likwidacji.

4) Podwyższenie płacy minimalnej – na koniec została wisienka na torcie. Cieszy to, że odkrywane są interesujące prace ekonomiczne z lat 30., ale umówmy się – ani Keynes, ani Mises czy Hayek nie dają już adekwatnych odpowiedzi na współczesne problemy, bo świat od tamtego czasu bardzo się zmienił. Nawet nowi keynesiści, tacy jak Stiglitz czy Akerlof, którzy wbrew opinii Piotra Wójcika dowodzili w latach 80., że podwyższenie płacy minimalnej powoduje jednak wzrost bezrobocia, już dziś nie do końca mają rację. Dzieje się tak dlatego, że ze względu na zmianę charakteru pracy coraz częściej stosunek pracy regulowany jest umowami cywilnoprawnymi albo samozatrudnieniem, a nie klasyczną umową o pracę. Możemy się zatem spierać o płacę minimalną i jej konsekwencje, ale jest to jak dyskusja o wyższości Poloneza nad Fiatem 125p – to pewnie prawda, ale nie ma dużego znaczenia dla rzeczywistości. Zamiast marnować czas na walkę o płacę minimalną, niech związki zajmą się tworzeniem wspólnot pracowniczych w zakładach pracy, które będą równymi partnerami w negocjacjach z pracodawcą, niezależnie od formy umowy, która reguluje ich relacje.

Podsumowując, postulaty związkowców wcale nie idą naprzeciw potrzebom pracowników, a ich protesty są wyłącznie formą happeningu czy pikniku (poza liderami związkowymi, którzy oczywiście traktują je jako windę do świata polityki). Albo sposobem ożywiania wspomnień.  W „Szklanej pułapce” jest taka scena, w której agent Johnson i agent specjalny Johnson latają helikopterem wokół wieżowca Nakatomi, opanowanego przez terrorystów. W pewnej chwili jeden z nich krzyczy w ekstazie: „Yeah, prawie jak w Wietnamie, co nie”, na co drugi odpowiada: „Idioto, podczas wojny w Wietnamie byłem w przedszkolu”. Odnoszę wrażenie, jakby związkowcy Solidarności próbowali wskrzesić czasy, kiedy mieli na coś wpływ; mówią bowiem zupełnie niezrozumiałym językiem, i to na dodatek nie do tych osób, co trzeba. Bo władza w XXI wieku jest rozproszona pomiędzy setki podmiotów, a problemy są złożone. Nie wystarczają już proste odpowiedzi, takie jak podwyższenie płacy minimalnej. Dziś te proste odpowiedzi stają się zwyczajnie prostackie, nikogo nie urażając.