Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Adam Folek  13 września 2013

Folek: Zniesławienie do wykreślenia

Adam Folek  13 września 2013
przeczytanie zajmie 2 min
Folek: Zniesławienie do wykreślenia Piotr Drabik, CC 2.0.

Za napisanie tego artykułu, jeżeli narażę kogoś na utratę zaufania społecznego, mogę zostać ukarany grzywną, a nawet skazany na rok pozbawienia wolności. Tak stanowi artykuł 212 kodeksu karnego. Pojawia się zdziwienie: czy nie narusza to wolności wypowiedzi dziennikarza? Z drugiej strony trzeba pamiętać o interesach wszystkich osób, które mogą stać się bohaterami kłamliwych i oszczerczych artykułów w prasie i innych środkach masowego przekazu. Rozsądne wyważenie tych dwóch racji umożliwi współistnienie przytoczonych stron, jednak obecna sytuacja jest daleka od pożądanego optimum – pisze Adam Folek.

Nikt nie ma wątpliwości co do tego, iż rola dziennikarza nie obejmuje znieważania bohaterów swoich artykułów. W czasach tabloidyzacji mediów, aby wyróżnić się na tle licznej konkurencji oraz przykuć uwagę czytelnika, wiele redakcji stawia jednak na mocne tytuły, fotomontaże czy ostre opinie. Publikowane materiały mają grać na emocjach i budzić kontrowersyjne skojarzenia. Częstokroć trudność zdobycia twardych dowodów pod stawianą tezę sprawia, że trzeba oprzeć się na wyciąganiu wniosków z poszlak i pogłosek. To podobnymi sytuacjami: jeśli osoba będąca bohaterem artykułu uzna, iż podane przez dziennikarza informacje poniżają ją w oczach opinii publicznej albo podważają zaufanie społeczne względem niej, w grę wchodzi odpowiedzialność za przestępstwo zniesławienia.

Przepis ten budzi zastrzeżenia wielu instytucji. Rzecznik Praw Obywatelskich miał wątpliwości co do zgodności zapisu z Konstytucją, natomiast Europejski Trybunał Praw Człowieka od lat rozpatruje skargi osób niesłusznie skazanych za zniesławienie i podkreśla, że ograniczenie swobody wypowiedzi może być stosowane jedynie w najbardziej drastycznych przypadkach, np. podżegania do przemocy, a te karane są na podstawie odrębnych przepisów karnych.

Obrońcy obecnego rozwiązania często podnoszą argument dbania o jakość debaty publicznej. Osoby będące w jej centrum, czyli politycy, chronieni są immunitetem; adwokaci oraz radcowie mogą odpowiadać tylko dyscyplinarnie. Natomiast najbardziej zagrożeni są obywatele zabierający publicznie głos w przypadkach nadużyć władzy na różnych szczeblach. Obecna sytuacja jest regularnie wykorzystywana przez lokalnych polityków, urzędników i przedsiębiorców jako parawan bezpieczeństwa, który pozwala na karanie niepokornych dziennikarzy.Według statystyk, z roku na rok spraw o zniesławienie przybywa. W 2012 r. było ich już 600.

Dziennikarzy nie można traktować jak przestępców, grożąc im pobytem w więzieniu oraz stygmatyzacją, która dotyczy każdego, kto zasiądzie na ławie oskarżonych. Przypomina to relikt żywcem wyjęty z państwa totalitarnego. Wątpliwy pożytek z art. 212 przesłonięty jest przez istnienie odpowiedniego przepisu Kodeksu cywilnego, który chroni dobra osobiste i umożliwia dochodzenie sprawiedliwości w procesie cywilnym. Bez prokuratora i bez kary rocznego więzienia.