Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marcin Mleczak  10 września 2013

Mleczak: Niektórych katastrof nie sposób uniknąć

Marcin Mleczak  10 września 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Mleczak: Niektórych katastrof nie sposób uniknąć Adam Szelągowski "XX wiek" Warszawa 1938, CC 2.0.

W ciągu ostatnich lat bodaj żadna postać nie była tak oczerniana w polskiej publicystyce, jak Józef Beck. Jaruzelskiemu wypomina się dziesiątki ofiar, więc przy nim Beck wychodzi na mimowolnego wprawdzie, ale jednak monstrualnego rzeźnika. „Na poparcie tezy o konieczności zawarcia przymierza z Niemcami mam kilka milionów argumentów. Argumentem takim jest bowiem każdy zamordowany przez okupantów obywatel Polski” – pisał Piotr Zychowicz, który, jak wielu naszych tzw. „realistów”, zdradza pewną skłonność do histerii.

Co smutne, duża część owych publicystów z niezwykłą powagą cytuje Stanisława Cata-Mackiewicza, nie zauważając niemal w ogóle lat, jakie polscy historycy poświęcili na badanie uwarunkowań polityki zagranicznej II RP. I o ile trudno odmówić Catowi ostrego pióra i interesujących obserwacji, to jednak nie można nie brać pod uwagę, iż przed wojną nie miał dokładnych informacji o ówczesnej sytuacji międzynarodowej. Dla ludzi z MSZ Cat wydawać się musiał, jak go określił Jerzy Krasuski, „warchołem” i kawiarnianym mędrcem. Natomiast po 1945, kiedy otwarto przynajmniej część archiwów i zaczęły powstawać poważne prace naukowe, starzejący się Mackiewicz bardziej zainteresowany był przedstawieniem siebie jako tego, kto zawsze przewidywał wszystko, niż spokojnym przemyśleniem wydarzeń prowadzących do II wojny światowej.

Opracowania Piotra Wandycza, Michała J. Zachariasa czy Marka Kornata są z pewnością mniej przyjazne dla czytelnika, niż soczyste obelgi autora „Polityki Becka”, jednak pozwalają z większym zrozumieniem spojrzeć na koncepcje, możliwości i wyzwania, jakie stanęły przed polskim MSZ w latach 30.

Doskonałym przykładem takiej pogłębionej interpretacji ówczesnych wydarzeń jest sprawa udziału Polski w rozbiorze Czechosłowacji. Niemal odruchowo potępia się Becka (przykład: profesor Mikołejko w niedawno wydanym wywiadzie-rzece), kiedy w gruncie rzeczy decyzja o takim, a nie innym postępowaniu ma istotne uzasadnienie.

Oczywiście nie można twierdzić, że polscy przywódcy nie kierowali się egoizmem narodowym, przykładając wielką sentymentalną wagę do niewielkich terenów Zaolzia. Jak wspominał Paweł Starzeński, Beck mówił: „Czesi postąpili z nami w obrzydliwy sposób przy końcu wojny i to nie raz. Marszałek obiecał delegacji Polaków z Zaolzia, która zgłosiła się do niego w Belwederze, że powrócą do Polski i słowo to musi być dotrzymane, tym bardziej teraz, gdy nie ma go wśród nas”.

Jednak polski udział w rozbiorze miał inne znaczenie, będąc niejako testem na suwerenność. Samodzielna akcja Polski stała się protestem przeciw próbom powrotu do założeń Paktu Czterech, gdzie wielkie mocarstwa swobodnie ustalałyby porządek Europy, a ponadto umożliwiała zdystansowanie się od Niemiec. Hitler chciał tak pokierować późniejszymi rokowaniami, by sporne z Czechosłowacją tereny trafiły do Polski na zasadzie prezentu od Rzeszy. Dzięki uważanym za niemoralne posunięciom Becka, Hitlerowi nie udało się dokonać w stosunku do Polski „arbitrażu wiedeńskiego”.

Korzystając z takiego postępowania, we wrześniu 1938 Polska osiągnęła jeszcze jedno – mimo niechęci do naszych działań, Wielka Brytania musiała wziąć pod uwagę możliwość, iż dla dobra naszych interesów bylibyśmy w stanie zbliżyć się jeszcze bardziej do III Rzeszy. Wprawdzie taka opinia stanowiłaby złe rozpoznanie sytuacji, niemniej rządzący Zjednoczonym Królestwem musieli rozważać i tę opcję, a w konsekwencji przykładać więcej znaczenia do stanowiska Polski.

W przypadku niemieckich propozycji z lat 1938-1939 błędem jest natomiast sugerowanie, jakoby Polska mogła zachować neutralność. Propozycje Rzeszy były tak skonstruowane, by Rzeczpospolita prędzej czy później stała się jej wasalem, z czego Beck i jego współpracownicy zdawali sobie sprawę. Nie chcieli natomiast przyjąć tego do wiadomości proniemieccy Stanisław Mackiewicz i Adolf Bocheński, nie pojmujący różnicy potencjału Polski i Niemiec.  

Przed jaką więc alternatywą stał rząd RP?

1)      Ugoda z Niemcami, którzy proponowali nam wspólny atak na ZSRR. Oznaczałoby to wojnę, której Polska chciała uniknąć (Beck mówił: Czego Polska potrzebuje – to pokoju, a nie awantur wojennych i to w towarzystwie Niemców.) i faktyczną utratę niepodległości.

2)      Sojusz z Wielką Brytanią i Francją. Sojusz, który miał na celu odstraszenie Niemców od wojny, a w razie jej wybuchu dawał nam potężnych sojuszników, zwycięzców w I wojnie światowej.

Czy można twierdzić, iż wybór Becka nie był logiczny, zwłaszcza, że społeczeństwo nie zgodziłoby się na faktyczną kapitulację przed Rzeszą? Zygmunt Nowakowski, nestor polskiej emigracji, pisał po latach: Jest rzeczą zupełnie wykluczoną, niemożliwą, psychologicznie nieprawdopodobną, by ktokolwiek, Beck czy nie Beck, odpowiedział na żądania Hitlera słowem „tak”. Człowiek ten byłby rozszarpany w sztuki, nie żyłby nawet godziny.

Beck popełnił mnóstwo błędów, nie przejrzał zamiarów przeciwników. W jego obronie można tylko postawić pytanie: który z ówczesnych mężów stanu przewidział dokładnie rozwój wydarzeń?

II wojna światowa była największą katastrofą w historii Polski. Problem w tym, że nie wszystkich katastrof da się uniknąć. Także dawni chrześcijanie wiedzieli bardzo dokładnie, że świat jest rządzony przez demony i że kto obcuje z polityką, to znaczy używa władzy i przemocy jako środków, ten zawiera pakt z mocami diabelskimi – twierdził w klasycznym do banalności tekście Max Weber. Rozumiał to Józef Beck, broniąc swojego stanowiska: pobilibyśmy Rosję […] w końcu zaś pasalibyśmy Hitlerowi krowy za Uralem.