Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Tomasz Romanowski  23 sierpnia 2013

Romanowski: Imperium kontratakuje

Tomasz Romanowski  23 sierpnia 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Romanowski: Imperium kontratakuje Public domain

Siedem dni trwała celna blokada ukraińskich produktów do Rosji. Siedem dni zajęło przekazywanie politycznej wiadomości do władz i elit Ukrainy o konsekwencjach możliwych decyzji. Siedem dni minęło, zanim Kreml zdecydował o zakończeniu embarga handlowego. Rosja wie, że blokada granicy jest formą rywalizacji, z której istnieje więcej niż jedno wyjście dla stron. Wie też, że Ukraina ma alternatywę wobec ugięcia karku przed wschodnim sąsiadem, która jednak pozostaje niepewnym wyjściem z impasu, w którym obecnie się znalazła. Takiego, który jest rozstajem dróg, na którym nie będzie można stać zbyt długo.

Wróg u bram – granicznych

Blokada celna granicy rosyjsko-ukraińskiej rozpoczęła się 14 sierpnia, wraz z decyzją o zmianie statusu produktów importowanych z Ukrainy ze zwykłych na najwyższego ryzyka. Jest to ciąg dalszy osobliwych działań politycznych, które Kreml realizuje wobec Kijowa. Z jednej strony przy okazji rocznicy Chrztu Rusi 27 lipca w Kijowie wyrażono liczne komplementy, odnoszące się do wspólnego rusińskiego dziedzictwa oraz obiecujących perspektyw włączenia Ukrainy w poczet Unii Celnej Federacji Rosyjskiej z Białorusią i Kazachstanem. Z drugiej zaś dwa tygodnie później wstrzymano wymianę handlową, zrzucając winę na nowe przepisy FTS – Federalnej Służby Celnej. Te dwa skrajnie różne podejścia mają jednak jeden cel: powstrzymać za wszelką cenę Ukrainę od podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, co zapowiedziane zostało na listopadowym spotkaniu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Najważniejsza część tej umowy – DCFTA (Deep and Comprehensive Free Trade Agreement) – odnosi się zaś do swobody wymiany handlowej i zniesienia ceł na granicy z Unią Europejską.

Obecnie, przy wymianie handlowej Ukrainy na poziomie 33 miliardów dolarów, aż 16 miliardów to eksport do Rosji. Jak szacują eksperci, przy długotrwałym wstrzymaniu wymiany straty po stronie ukraińskiej mogłyby wynieść nawet 2,5 miliarda dolarów, co równałoby się 1% PKB kraju. A ta groźba stanowi poważne niebezpieczeństwo dla interesów ukraińskich oligarchów, którzy w dużej mierze właśnie na handlu opierają swoje wpływy. Proponuje się im i władzom Ukrainy alternatywę w postaci dołączenia do Unii Celnej i Jednolitego Obszaru Gospodarczego, w ramach których państwa dążyłyby ściślejszej integracji, pod egidą i przewodnictwem Federacji Rosyjskiej.

Problem Ukrainy jest zarówno polityczny, jak i ekonomiczny. Ona sama musi bowiem zdefiniować, jak siebie widzi jako aktora w stosunkach międzynarodowych, a w tych nagłych okolicznościach określić musi swoje gospodarcze, także dalekosiężne plany. W dużej mierze sprowadza się to do ekonomicznego rachunku, który jednak pospołu z prezydentem i premierem sporządzać będą oligarchowie. I to do nich, nieformalnie, skierowana jest groźba niewpuszczania towarów do Federacji Rosyjskiej.

Blaski i Cienie

Oligarchowie ukraińscy nie tworzą politycznie zwartego stronnictwa, raczej oddzielnie realizują swoje interesy. To przez ich pryzmat oceniać będą perspektywę dołączenia do Unii Celnej bądź Unii Europejskiej. Zyski i straty nie są zaś łatwe do oszacowania.

Wejście do Unii Celnej z Federacją Rosyjską, Białorusią i Kazachstanem sprawi, że zostanie znacznie usprawniony handel z dotychczasowym największym odbiorcą towarów ukraińskich – Rosją. Problem wojny celnej zostanie zażegnany. Pojawi się jednak inny kłopot: brak cła działa również w drugą stronę, przez co Ukrainę zaleją rosyjskie towary. Będzie to szczególnie odczuwalne dla najsilniejszej grupy oligarchów donieckich, którzy obecnie konkurują z Rosją w przemyśle metalurgicznym, w tym dla najpotężniejszych z nich – Rinata Achemtowa, Wiktora Pinczuka czy Wadima Nowinskiego. Zyski ze zniesienia ceł miałyby więc efekt krótkotrwały, w porównaniu z dłuższą konkurencją z preferowanymi w obrębie Unii przedsiębiorstwami rosyjskimi. Z kolei z perspektywy energetycznej, Ukraina utraciłaby resztki kontroli nad infrastrukturą energetyczną, o utrzymanie których walczyła do tej pory. Ponadto na marne poszłyby również wysiłki włożone w dywersyfikację energetyczną, w skład których wchodzą m.in. zwiększenie krajowego wydobycia gazu, kontrakt między Naftohazem a RWE Supply&Trading na import 5 miliardów metrów sześciennych gazu i program przesunięcia ciężaru energetyki krajowej w stronę rodzimego węgla.

Nie oznacza to jednak, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej i wejście w strefę wolnego handlu z Unią stanowi znacznie lepsze wyjście z punktu widzenia państwa i oligarchów. Wspomniane już zostało zagrożenie związane z blokadą eksportu do krajów Unii Celnej. Jest to jednak zagrożenie, z którym można sobie poradzić, choć w przypadku Ukrainy będzie to proces wielokrotnie trudniejszy, niż miało to miejsce z Gruzją i Mołdawią. Im udało się znaleźć odbiorców dla swoich produktów po tym, gdy w 2006 roku (Gruzja) i 2010 (Mołdawia) zablokowano częściowo ich eksport do Rosji. To kwestia skali: stworzenie nowych rynków zbytu dla ogromnej masy produktów ukraińskich wymaga czasu, który działać będzie na niekorzyść producentów. Ponadto wejście w porozumienie z Unią Europejską oznaczać będzie wprowadzenie mechanizmów antymonopolowych, które znacznie zaszkodzą opierającym się na tego rodzaju praktykach magnatom biznesowym. Wreszcie, wielu oligarchów znaczne korzyści osiąga z rządowych kontraktów, których realizacja do tej pory przypadała grupce „wybrańców”, a po wejściu DCFTA nastąpiłoby znaczne otwarcie na nowych graczy.

Bez Ukrainy, Rosja przestaje być imperium – Zbigniew Brzeziński

Wskaźniki ekonomiczne i interesy graczy gospodarczych stanowią jednak tylko jedną stronę medalu. Gra toczy się o znacznie większą stawkę niż kilka miliardów dolarów w jedną lub drugą stronę. W tej chwili Wiktor Janukowycz i elity Ukrainy piszą historię Europy.  Od ponad 250 lat cień Rosji pada na Europę Środkowo-Wschodnią i dominuje nad nią. Upadek Związku Radzieckiego był pierwszym aktem końca historii Imperium. Drugim aktem była walka Władimira Putina wszelkimi sposobami o odzyskanie kontroli nad dawnymi rubieżami, w tym przez przelewanie krwi w Czeczeni i Gruzji oraz manipulację rządami Ukrainy i Białorusi. Podpisanie przez Ukrainę, drugiego największego kraju związkowego ZSRR, umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską otworzy akt trzeci tej historii – koniec obecności Rosji w Europie jako mocarstwa. Putin wraz z swoim imperium kontratakuje i stara się powstrzymać ten proces za wszelką cenę. Nie można go winić: on walczy o przetrwanie pozycji swojego kraju na świecie. Nie zmienia to faktu, że Rosja jako mocarstwo europejskie to zagrożenie dla wszystkich wolnych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Teraz zaś nadarza się okazja, aby to zmienić. Putin robi, co może, by zgiąć kark Ukrainy i skłonić ją do przejścia do Unii Celnej. Nadszedł czas na to, żeby Unia Europejska i Polska pomogły Ukrainie uwierzyć, że ma alternatywę. I zaproponować jej ofertę pomocy, która pozwoli jej znieść ból odcięcia od rosyjskich importerów i zmianę cywilizacyjną. Bez tego Ukraina nadal będzie stała na rozdrożu dróg. I bez pomocy przy obieraniu drogi w tych historycznych czasach może wybrać złą ścieżkę i dla siebie, i dla Europy.