Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  22 sierpnia 2013

Wójcik: Nie stać nas na utratę kibiców

Piotr Wójcik  22 sierpnia 2013
przeczytanie zajmie 5 min
Wójcik: Nie stać nas na utratę kibiców Public domain

Naczelne autorytety w naszym kraju od lat załamują ręce nad kondycją polskiego społeczeństwa. Głównymi powodami tego stanu rzeczy mają być brak poczucia wspólnoty i niska aktywność obywateli. Tymczasem niektóre grupy młodych, aktywnych, połączonych wspólnymi wartościami osób przez te same autorytety są uważane za główne zagrożenie demokracji. Przecież ruch kibicowski to pewien wariant, nawet jeśli dosyć ekstremalny, społeczeństwa obywatelskiego. Polski nie stać na to, by energię tego społeczeństwa utracić – należy ją tylko odpowiednio skanalizować.

Kibice od lat nie mają w Polsce dobrej prasy i trzeba przyznać, że wina za ten stan rzeczy leży również po ich stronie. Atmosfera szczególnie zgęstniała po pamiętnych wydarzeniach podczas finału Pucharu Polski 2011 w Bydgoszczy, gdzie sytuacja kompletnie wymknęła się spod kontroli służb porządkowych. W tym roku mieliśmy już kilka głośnych ekscesów związanych z kibicami różnych drużyn, ale do każdego z tych wydarzeń podchodzić należy w odmienny sposób. Trudno odbierać masową bójkę na plaży w Gdyni inaczej niż negatywnie, nawet jeśli uznamy za prawdziwą tezę, że „Niebiescy” bronili honoru polskich przedstawicielek płci pięknej. Z drugiej strony ciężko się oburzać na przeprowadzony przez kibiców Śląska Wrocław sprzeciw wobec wykładu Zygmunta Baumana, byłego członka KBW, a więc organizacji wrogiej polskiej niepodległości, choć należy krytycznie podejść do formy tego sprzeciwu. Poniżający Litwinów transparent autorstwa kibiców „Kolejorza” trzeba uznać za skandaliczny, ale nie da się oprzeć wrażeniu, że w polskiej dyskusji publicznej osoby z pierwszych stron gazet swobodnie operują dużo gorszym słownictwem. Z ruchem kibicowskim nazbyt pospieszenie utożsamiane są rasistowskie incydenty z Białegostoku. Wydaje się, że to raczej przykłady zwykłego bandytyzmu, dlatego też powinny być wobec nich użyte typowe środki. Po to istnieje policja, żeby minister Sienkiewicz nie musiał co rusz straszyć powrotem faszyzmu.

Polityka łączy się z piłką nożną pod każdą szerokością geograficzną. Kluby na całym świecie dzielą się na prawicowe i lewicowe; o ile te lewicowe nie mają większych problemów z propagowaniem komunizmu, o tyle jakiekolwiek symbole i treści mogące budzić nawet słabe skojarzenia z radykalną prawicą są bezlitośnie tępione. Kibice Livorno, kultowego dla włoskich komunistów klubu, obowiązkowo podczas meczy dzielą się swym przywiązaniem do sierpa i młota i nie mają z tego powodu większych nieprzyjemności, chyba że ze strony grup kibiców nie podzielających tej pasji. Za to całkiem niedawno UEFA zamknęła jedną z trybun warszawskiej Legii dlatego, że pewna z liter na transparencie przypominała faszystowski znak. Kolejnym przykładem nierównego traktowania był niedawny mecz Wisły Kraków ze Standardem Liege, podczas którego kibice krakowscy zostali zmuszeni do ściągnięcia transparentu z napisem „Nie trzeba być faszystą, by dbać o ziemię ojczystą”, podczas gdy wizerunki Che Guevary na trybunach fanów z Belgii spokojnie powiewały na wietrze, nie przyciągając większej uwagi służb porządkowych. Taka sytuacja najbardziej uderza w polskich kibiców, którzy generalnie opowiadają się za wartościami kojarzonymi z prawicą. Mimo tego na tle wielu klubów z zachodniej Europy, wbrew fałszywemu stereotypowi, nie są specjalnymi radykałami. Trudno ich nawet porównać z kibicami Lazio, powszechnie witającymi się rzymskim pozdrowieniem, na których flagach można odnaleźć symbole faszystowskie – szczególnie na meczach ze wspomnianym Livorno. Jawnie neonazistowskie są niektóre grupy zwolenników HSV Hamburg, jednak błądzi ten, kto myśli, że to głównie one sieją popłoch w mieście. Największy rywal HSV, St. Pauli Hamburg, to najbardziej ekstremalnie lewicowy klub na świecie, upowszechniający anarchistyczne i komunistyczne idee nie tylko przy pomocy transparentów i flag, lecz także bojówek Antify – tych samych, które 11 listopada 2011 r. chciały nauczyć Polaków tolerancji przy pomocy kastetów i pałek. Polscy fani nie wyróżniają się fanatyzmem nie tylko na poziomie idei, lecz także tradycji klubowych. Jeśli ktoś uważa inaczej, powinien przejechać się na derby Buenos Aires lub na pole innej południowoamerykańskiej świętej wojny. Na słynnym stadionie Boca Juniors La Bombonera istnieje nawet specjalna sala, na której rozrzuca się prochy zmarłych fanów.

Jak widać, polscy kibice nie są ani zbyt radykalni, ani też specjalnie fanatyczni. Nie ulega za to wątpliwości, że rozpiera ich energia. Niestety zbyt często zdarza się, że jest ona zużywana na wydarzenia, delikatnie mówiąc, mało użyteczne społecznie. Trzeba jednak uczciwie zauważyć, że aktywność piłkarskich fanów znad Wisły to także często wzorowe przykłady dążenia do dobra wspólnego mniejszych lub większych grup społecznych. Polscy kibice mają piękne tradycje w tym względzie – wystarczy wspomnieć utworzoną przez kibiców Lechii Gdańsk Federację Młodzieży Walczącej, która w latach 80. wspierała Solidarność. O ile tamta aktywność miała charakter opozycji politycznej, o tyle obecnie kibice zajmują się głównie dbaniem o pamięć historyczną. Legioniści wspierają istnienie pierwszego narodowego klubu piłkarskiego – Pogoni Lwów, czym jednocześnie podtrzymują pamięć o polskich Kresach. Z kolei działania zwolenników Śląska Wrocław przypominały o Żołnierzach Wyklętych, a dzięki warszawskim kibicom coroczne obchody wybuchu Powstania Warszawskiego stały się jeszcze bogatsze. Podobnych przykładów jest wiele (np. fani bydgoskiej Zawiszy dbający o groby poległych w wojnie polsko-bolszewickiej), ale nie samą historią kibic żyje. Możemy mnożyć przykłady charytatywnych akcji – zbiórki pieniędzy i ubrań dla mieszkańców poszkodowanej w wyniku osuwisk Lanckorony, organizowane przez wiślaków, Pasiasta Szlachetna Paczka kibiców Cracovii, malowanie domów dziecka inspirowane przez Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców i wiele innych. Symptomatyczne jest, że o powyższych akcjach niewiele słyszy się w mediach głównego nurtu, podczas gdy incydenty godne pożałowania roztrząsane są w nieskończoność.

Nie ulega wątpliwości, że polscy kibice mają nie do końca czyste sumienie. Nie zmienia to jednak faktu, że potencjał drzemiący w tych dobrze zorganizowanych i aktywnych grupach jest godny podziwu. W jego wykorzystaniu mogą przeszkodzić dwa czynniki: pierwszy to sami kibice, którzy niektórymi zachowaniami nie tylko czynią szkodę innym, ale też sobie, obniżając i tak już mizerne zaufanie społeczne wobec “kiboli”; drugi zaś to polska elita polityczna, której nie na rękę jest istnienie dobrze zorganizowanych grup obywateli, którym nie są obojętne sprawy publiczne. Nie ulega wątpliwości, że może ona wykorzystywać wszelkie przejawy niedojrzałości grup kibicowskich, by je zdyskredytować. Dążenie do odsunięcia polskiego społeczeństwa od polityki ma wiele przejawów – od redukcji aspiracji Polaków do posiadania „ciepłej wody w kranie” aż do upowszechniania idei grilla jako ukoronowania egzystencji. Przesadne podkreślanie brutalnych incydentów z kibicami w roli głównej, przy równoczesnym przemilczaniu wielu bardzo pozytywnych działań, jest częścią tej strategii. Istnienie nieobojętnych na historię, tradycję i wartości patriotyczne grup w naszym społeczeństwie jest nie na rękę tym, którzy z utrzymywania Polaków z dala od wpływu na rzeczywistość polityczną uczynili sobie wygodny sposób na życie. W tej sytuacji priorytetem wydaje się być zagospodarowanie nielicznych enklaw społeczeństwa obywatelskiego funkcjonujących w naszym społeczeństwie i ukierunkowanie ich energii na wspólnotowe cele polityczne. Środowisko kibiców jest jedną z takich enklaw, choć, owszem, wciąż niedojrzałą. Dlatego strzałem chybionym jest oskarżanie środowisk politycznych o bliskie związki z kibicami: o właśnie takie zacieśnianie relacji między dołami społecznymi a elitami politycznymi należy postulować. Polski po prostu nie stać na utracenie takich pokładów społecznej energii. Niech ona działa – ale dla wspólnego dobra.