Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Chaos w polskiej energetyce. Rozmowa z Wojciechem Jakóbikiem

przeczytanie zajmie 3 min
Chaos w polskiej energetyce. Rozmowa z Wojciechem Jakóbikiem Fot. M. Śmiarowski/KPRM

Od kwietnia nowym Ministrem Skarbu Państwa jest Włodzimierz Karpiński. Czy zmiana na tym stanowisku wpłynęła pozytywnie na stan polskiej energetyki?

Obecna polityka energetyczna naszego kraju, wydaje się być rozkojarzona. Nie wiemy, w którą stronę „pchać ten wózek”. Najlepszym tego przykładem jest program atomowy, który wyrzucamy do kosza mimo tego, że wydaliśmy mnóstwo pieniędzy na promocję tej inicjatywy. Nie wiadomo, dlaczego taka decyzja została podjęta. Jeśli program był od początku niemożliwy do zrealizowania, to należy sobie zadać pytanie o to, czy rządzący w ogóle wiedzą co robią. Pomysły związane z sektorem energetycznym w dalszym ciągu pozostają na poziomie wstępnych deklaracji. Chaos w energetyce rozpoczął się od tzw. „Jamałgate”, które poskutkowało odwołaniem Mikołaja Budzanowskiego. Można różnie oceniać politykę byłego ministra. Oczywiście też popełnił błędy, ale za jego rządów przekaz z sektora energetycznego  był spójny i pozytywny. Tego w obecnej chwili brakuje. Nasza energetyka nie ma już spiritus movens. Premier nie zastąpi Budzanowskiego, bo najzwyczajniej w świecie nie ma na to czasu.

Czy współpraca Ministerstw Gospodarki, Skarbu Państwa i Środowiska również nie przynosi dostatecznych efektów?

Ministerstwa pracują, ale nie ma z tego wystarczających owoców. Cały czas czekamy na duży trójpak energetyczny, czyli pakiet ustaw, które zreformują elektroenergetykę, sektor gazowy i odnawialny. W tym przypadku nie chodzi tylko o to, by odpowiedzieć na zarzuty Komisji Europejskiej, która grozi Polsce karami z tytułu niewypełnienia zobowiązań w tym zakresie. Mały trójpak, który został przyjęty, nie jest prawdziwą reforma prawa energetycznego. Oczywiście wierzę, że ministerstwa pracują nad trójpakiem od rana do wieczora, ale robią to już zbyt długo. Inwestorzy czekają na regulacje łupkowe, jednak prace opóźniają kłótnie i walka między resortami, które powinny się wreszcie skończyć. Widać to świetnie właśnie na przykładzie sektora gazu niekonwencjonalnego. Minister Budzanowski ogłosił wielką rewolucję łupkową w Polsce jeszcze w 2011 roku. Tymczasem mamy 2013 rok i nadal nie jesteśmy przygotowani na przyjęcie inwestorów.  

Platforma Obywatelska złożyła projekt ustawy, który ma powołać specjalną komisję ds. energetyki. Pomysłów na uzdrowienie tego sektora nie brakuje.

To jest rozwiązanie czysto wizerunkowe. Komisja sejmowa w swej naturze jest organem kolegialnym. Znajdują się w niej zarówno posłowie opozycji, jak i koalicji, a więc trudno będzie w jej ramach dojść w krótkim czasie do konsensusu. Debata nt. kształtu polskiej energetyki może ciągnąć się do kolejnych wyborów, a nie mamy aż tyle czasu. Sektor energetyczny w naszym kraju jest jak pacjent podczas operacji na otwartym sercu, który potrzebuje kilku by-passów. Decyzja musi być podjęta natychmiast. Trójpak energetyczny już dawno powinien zostać przyjęty, a nadal go nie ma. Komisja się tym nie zajmie w sposób odpowiedni. Być może Ministerstwo Energetyki było by receptą na problemy tego sektora, ewentualnie gdyby Ministerstwo Gospodarki przejęło pełną kontrolę nad energetyką. W tym momencie kompetencje są one rozproszone, co przedłuża proces decyzyjny, bo poszczególne resorty nie potrafią się porozumieć.  

O stworzeniu odrębnego ministerstwa energetyki mówił już Donald Tusk, jednak czy nie jest to kolejny kosztowny pomysł, który w znacznym stopniu obciąży budżet państwa?

Największe koszty w tym momencie tworzy inercja rządu, przez którą energetyka nie ulega reformie. Polsce grozi katastrofa – potrzebujemy modernizacji elektroenergetyki, górnictwu grozi zapaść przez to, że nie jest restrukturyzowane i reformowane, gaz łupkowy leży pod ziemią i być może zostanie tam przez dziesięciolecia, ponieważ nie wiemy, co z nim zrobić. Również energetyka odnawialna nie rozwija się, gdyż inwestorzy mogliby stawiać wiatraki, ale nie wiedzą, czego się spodziewać po rządzie. Rząd nie daje odpowiednich, spójnych sygnałów i tutaj straty ponosi każdy z nas, bo energetyka nie jest dziedziną odklejoną od społeczeństwa. Każdy z nas potrzebuje prądu w gniazdku po dobrych cenach i rząd powinien go zapewnić.

Czy dobrym pomysłem jest reforma Komitetu Stałego Rady Ministrów? Tak, aby mógł podejmować decyzje również w sektorze energetyki.

W rządzie mamy już zespół ds. energetyki, któremu przewodzi minister Janusz Piechociński. To rozwiązanie, jak widać, nie sprawdza się. Przede wszystkim dlatego, że arbitrem w sprawach polskiej energetyki został mianowany tutaj jeden z zaangażowanych w kłótnie m.in. o zyski z energetyki czy różne interesy poszczególnych graczy. Premier, dla własnego spokoju, przekazał większość kompetencji w tym sektorze Januszowi Piechocińskiemu. W tym momencie ostateczna odpowiedzialność spada na premiera. Jeżeli resorty nie potrafią współpracować,  premier powinien wyznaczyć jednego człowieka, który będzie odpowiadał za polską energetykę.

Rozmawiał Paweł Grzegorczyk