Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  16 sierpnia 2013

Wójcik: Związki zawodowe – bezpiecznik wymagający naprawy

Piotr Wójcik  16 sierpnia 2013
przeczytanie zajmie 5 min
Wójcik: Związki zawodowe  – bezpiecznik wymagający naprawy Piotr Drabik, CC

Ostatnio znów głośno jest o związkach zawodowych. Z jednej strony planują one na wrzesień strajk generalny, z drugiej senator PO J. F. Libicki domaga się ograniczenia ich uprawnień. Wydaje się, że przy nieporadnej opozycji parlamentarnej związki mogłyby wyrosnąć na główną siłę opozycyjną wobec rządzących.

Nie ulega wątpliwości, że wielu Polakom związki zawodowe kojarzą się przede wszystkim z awanturniczym sposobem załatwiania partykularnych interesów. Jednak jest to wrażenie błędne. Przyjrzyjmy się głównym aktualnym postulatom, które przywódcy trzech wielkich centrali związkowych (NSZZ „Solidarność”, Forum Związków Zawodowych i OPZZ) kładą na szali swych negocjacji z rządem. Oczywiście na pierwszy plan wysuwa się cofnięcie przepisu umożliwiającego wydłużenie rozliczania czasu pracy do 12 miesięcy, który powoduje, że w takich przypadkach godziny przepracowane ponad dzienną normę nie są traktowane jako nadgodziny. Przepis ten może mieć wpływ na znakomitą większość zatrudnionych w Polsce, ciężko więc uznać walkę z nim za przejaw partykularyzmu. Trzeba przypomnieć, że okresowo wszedł on do polskiego prawodawstwa już w 2009 roku, za zgodą związków zawodowych, przy okazji wprowadzenia pakietu antykryzysowego, jednak obecnie został zaimplementowany do kodeksu pracy na stałe. Trudno więc oczekiwać, by organizacje pracobiorców godziły się na tak wybiórcze traktowanie ustaleń z tamtego czasu – z jednej strony postulaty pracodawców wprowadzane są na dobre, z drugiej strony nie dotrzymuje się uzgodnienień dotyczących podnoszenia płacy minimalnej. Tu dochodzimy do kolejnego żądania  – systematycznego wzrostu pensji minimalnej do wysokości 50% średniego wynagrodzenia, co również zostało uzgodnione w 2009 roku. Przyszłoroczny jej wzrost do 1680 zł brutto nie zadowala związkowców. Tutaj także nie sposób nie dostrzec wagi tego postulatu nie tylko dla pracowników, ale dla całej polskiej gospodarki. Przecież nawet analitycy NBP, a więc środowisko eufemistycznie mówiąc mające mało wspólnego ze związkami, w swym raporcie uznają barierę popytową za główny hamulec naszego wzrostu PKB. Bariera popytowa pojawia się też w wypowiedziach wielu ekonomistów. Nie ulega wątpliwości, że wzrost płacy pracowniczej to jeden z priorytetów dla całej polskiej gospodarki, gdyż nawet największe udogodnienia dla sektora MSP nic nie dadzą, gdy ludzie nie będą mieli pieniędzy na zakup produktów i usług. Już Henry Ford w słynnym zdaniu stwierdził, że „samochody nie kupią samochodów”. Gdy Ford w tamtych odległych czasach wprowadzał wysokie płace w swoich zakładach, wtedy także odzywały się głosy, czasem wręcz histeryczne, o populistycznym i nieodpowiedzialnym działaniu – wieszczące szybki krach jego firmy, choć efekt jego funkcjonowania był wręcz odwrotny od przewidywań ówczesnych „ekspertów”. Trudno nie doszukiwać się w tamtych reakcjach analogii do obecnych ataków na związki zawodowe.

Czym innym jest jednak zasadność żądań związków, a czym innym są zasady ich organizacji. W tym obszarze wiele zarzutów jest słusznych, ale nawet w tej materii natkniemy się na wiele mitów szerzonych przez ich przeciwników. Ciężko się nawet pochylać nad absurdalnym zarzutem upolitycznienia związków, gdyż w wielu demokratycznych krajach zachodu jest to całkowicie normalne zjawisko. Wystarczy tylko wspomnieć o tradycyjnie bliskich relacjach brytyjskich organizacji pracobiorców z Partią Pracy czy amerykańskich z Demokratami. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, by związki zawodowe nie mogły współpracować z partiami politycznymi, których program wydaje się najbliższy postulatom związkowym. Pojawiają się też pogłoski o wielkich pieniądzach, jakimi dysponują organizacje pracobiorców. Na poziomie krajowym głosy te nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości – centrale polskich związków zawodowych są dużo biedniejsze od ich odpowiedników po stronie pracodawców, a asymetria w tym względzie jest jedną z najwyższych w Europie. Nic dziwnego – centrale utrzymują się ze składek członkowskich, tak więc siłą rzeczy związki pracodawców, do których należą też wielkie przedsiębiorstwa Skarbu Państwa, składek tych uzbierają więcej. Asymetrię tę wzmacnia również fakt, że składki na organizacje pracodawców przedsiębiorcy mogą policzyć jako koszty uzyskania przychodu (do 0,15% rocznej kwoty wynagrodzeń), co przy składkach pracowników na związki pracobiorców nie ma miejsca, gdyż ich obowiązuje stała kwota KUP, czyli 111,25 zł/m-c, która w wielu przypadkach nie wystarczy nawet na zakup miesięcznego biletu komunikacji publicznej.

Tu też dochodzimy do sedna problemu ze związkami – są one mianowicie na szczeblu centralnym słabe, za to bardzo silne na poziomie zakładowym. Taka sytuacja nie ma miejsca w krajach, w których związki mają największy wpływ na rzeczywistość. We Francji czy w Niemczech na poziomie zakładowym często nawet nie funkcjonują, a zastępują je z powodzeniem rady pracownicze. Tymczasem w Polsce w niektórych przedsiębiorstwach funkcjonuje ich nawet kilkaset (w PKP Cargo ok. 300, w Poczcie Polskiej ok. 100). Takie rozdrobnienie uniemożliwia w zasadzie jakiekolwiek efektywne negocjacje. Do tego dochodzą wysokie koszty, jakie niektóre przedsiębiorstwa muszą ponosić na związki (przysługujące etaty, lokal itd.), które idą w miliony złotych – w KGHM jest to ok. 10 mln złotych, podobnie w PKP Cargo czy Kompanii Węglowej. Te sumy, w połączeniu z dochodzącymi głosami o ogromnych pensjach etatowych związkowców zakładowych, mogą sprawiać wrażenie, w niektórych przypadkach niestety słuszne, że wielu liderów zakładowych organizacji pracobiorców znalazło sobie sposób na wygodne życie za związkowe, a w spółkach Skarbu Państwa także publiczne pieniądze. Sposobem naprawy tej sytuacji jest niewątpliwie konsolidacja związków tak, by w jednym przedsiębiorstwie pracobiorców reprezentował jeden podmiot (można to uzyskać np. przez zaostrzenie zasad reprezentatywności). W wielu zakładach pracy celowe byłoby także zastąpienie związków radą pracowniczą. Ich wymóg istnieje w polskim prawodawstwie (w wyniku implementacji dyrektywy UE 2002/14), jednak jest to martwy przepis, gdyż funkcjonują one jedynie w 8% zakładów mających obowiązek ich utworzenia. Wprowadzenie powyższych rozwiązań mogłoby nie tylko ułatwić negocjacje między pracodawcami i pracownikami, ale też zmniejszyć często wysokie koszty po stronie przedsiębiorców. Należałoby również przemyśleć ustalenie pensji etatowego związkowca na poziomie średniej płacy zakładowej. Skoro związki walczą o większą sprawiedliwość w wynagrodzeniach, takie rozwiązanie wydaje się zasadne. Ograniczenie pensji niektórych lokalnych liderów związkowych mogłoby też pozytywnie wpłynąć na społeczny odbiór związków. Oszczędności, które by z tego wyniknęły, powinny zostać przeznaczone na wsparcie central związkowych, które dysponując większą ilością pieniędzy, niezbędnych chociażby do utrzymania zaplecza eksperckiego, mogłyby skuteczniej bronić praw pracowniczych na szczeblu centralnym, a więc tych, które są istotne dla dużej części społeczeństwa, nie tylko tej uzwiązkowionej.

Nad kształtem związków zawodowych w Polsce niewątpliwie trzeba debatować, gdyż wymagają one reform, tak jak wiele innych obszarów życia społecznego w naszym kraju. Należy je jednak zmieniać tak, by były one silniejsze i lepiej broniły praw pracowniczych, a więc bardzo dużej części polskiego społeczeństwa. Silne organizacje pracobiorców są niezmiernie ważne dla sprawnie funkcjonującego społeczeństwa. W większości krajów Zachodu funkcjonują one znakomicie. Niestety w Polsce, szczególnie na szczeblu centralnym, związki są słabe i nieefektywne, co powoduje, że rządzący często nie liczą się z ich postulatami. Chyba najwyższy czas na wprowadzenie zmian, które zapewnią nam funkcjonowanie silnych central pracobiorców. Jednak pierwszym krokiem musi być powszechne uznanie niezbędnego charakteru związków zawodowych dla harmonijnego rozwoju gospodarczego naszego kraju.